No dobra, moi znajomi ze wspólnoty grali, a ja biegałam z wyciągniętymi w górę rękami i śmiałam się jak głupia.
ale było fajnie XD
Odkąd jestem w tej wspólnocie mimo, że życie mi się strasznie pokiełbasiło to jakoś lepiej mi się to znosi. Żeby nie było nieporozumień - to nie sekta - po prostu grupa katolickich studentów którzy spotykają się żeby się pomodlić lub porobić coś razem. To są ludzie na których mogę polegać i przy których nie muszę się krępować, że zrobię lub powiem coś głupiego albo zbyt pozytywnego!
W domu masakra. Najbardziej żal mi chłopców, bo jak ja się za kilka lat wyprowadzę to kto się nimi zajmie? 5, 10 i 15 latek potrzebują zacznie więcej czasu i miłości niż moi kryzysowi rodzice są w stanie czy chcą im dać. Nie potrafią dać tego nawet sobie.
na doprawienie dołująco-wzruszająca piosenka
:*