niedziela, 26 sierpnia 2012

młodzieńcze zadurzenie i prawdopodobna depresja

Dzisiaj opowiem Wam o moim pierwszym zakochaniu ( z dwóch). 

Miałam 11 lat. 
ON 13.
 Na imię miał Olek i był ministrantem w naszej parafii. Ja byłam Dzieckiem Maryi więc sądziłam, że jesteśmy sobie przeznaczeni.
Cóż... nie byliśmy. Może gdyby moja klatka piersiowa była mniej płaska coś by z tego wyszło. Niestety miałam lat 11, a wyglądałam na 8 i pół.
 Trwało to pół roku i cierpiałam niczym Werter. Gdybym znała wtedy Goethe'go pewnie ubrałabym żółtą kamizelkę i strzeliła sobie w łeb.
Może to i lepiej, że tę okropną lekturę przerabialiśmy dopiero w liceum...
 Ilekroć spotykałam go po niedzielnej mszy moja twarz przybierała hmm...różany koloryt, szare komórki przestawały pracować, a język odmawiał posłuszeństwa. Biedny chłopak pewnie myślał, że jestem upośledzona. Wieczorami oddawałam się marzeniom, którym może oddawać się tylko 11 letnia dziewczynka (wyglądająca na lat 8 i pół). Wyobrażałam sobie NAS trzymających się za ręce, wesoło i romantycznie biegających po łące i machających do moich zzieleniałych z zazdrości koleżanek z klasy. Jednak scena, którą najchętniej sobie imaginowałam, wyglądała tak:

 Kościół, niedzielna msza, ksiądz w biało złotych szatach. Ja jak zwykle w niebieskiej pelerynce Dziecka Maryi. Olek z ołtarza wlepia we mnie rozmarzony wzrok, a ja uroczo się rumienię energicznie machając rzęsami. 
 Ksiądz (przemawia uroczystym tonem łagodnie się uśmiechając)   
             Teraz jeden z naszych ministrantów chciałby coś powiedzieć.
Olek wychodzi przed ołtarz, z góry spadają bladoróżowe płatki róż.
Olek     
             Jest tu dziewczyna w której kocham się od dawna i chciałbym jej wyznać swoją miłość.   Marysiu...
Ja wychodzę na środek, całujemy się, a ludzie klaszczą.
I żyli długo i szczęśliwie...

   Moje zakochanie skończyło się równie szybko jak się zaczęło. Pewnej niedzieli podążając do zakrystii z włosami wdzięcznie falującymi na nieistniejącym wietrze natknęłam się na Olka. Jak zwykle złośliwie się uśmiechnął i powiedział  "Maaaarysia..." na co zwykle reagowałam rumieńcem. Jednak tym razem jedyną moją reakcją była irytacja, dumna mina i wyjście z kościoła. Od tego czasu darzyłam go ogromną niechęcią.





wtorek, 21 sierpnia 2012

Forever alone

 W trakcie rozmowy o kobietach tłumaczkach (pod kątem mojej przyszłości).

mama
Widzisz, jak ma się ambicje to można pogodzić dzieci z pracą!

ja (z sarkazmem) 
Nie ma problemu.Nie zanosi się na to żebym kiedykolwiek miała faceta, a co dopiero dzieci, więc będę mogła tłumaczyć 24 godziny na dobę.

mama (w swoim mniemaniu pocieszająco)
Nie martw się znam święte, samotne kobiety.

ja
Tyle, że ja nie chcę być świętą kobietą!

mama zmienia temat rozmowy.

  Myślę, że nadal nie może pogodzić się z faktem, że nie zostanę siostrą zakonną. Jej nie do końca skrywanym marzeniem jest zobaczyć wszystkie dzieci w habitach lub sutannach. Apetytu na uduchowioną rodzinę nabrała po wstąpieniu Uli, mojej najstarszej siostry, do zakonu sióstr Elżbietanek.
  Wracając do tematu...Co to za pocieszenie?!Po czymś takim czuję się tak,  jakby nie było dla mnie nadziei!

Cholera, wylałam Earl Grey'a na myszkę...

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Ślubne dramaty

 Nie sposób opisać tego co poczułam kiedy dostałam zaproszenie na ślub Ani.

To była mieszanka zazdrości, szoku, gniewu i czegoś jeszcze, czego nie potrafię nazwać

...ale zazdrość głównie

Co jest ze MNĄ nie tak?

Co sprawia, że w wieku lat 18 nadal jestem singielką i nic nie wskazuje na to, żeby miało to ulec zmianie?


Jestem może za brzydka? - brzydsze ode mnie są w szczęśliwych związkach.

Za nerwowa? - przecież mężczyźni lubią jędze.
Zbyt dziecinna? - Kiedy ma się trzech młodszych braci bycie dziecinną nie jest możliwe...a poczucie humoru nie świadczy o niedojrzałości!


Moja mama powiedziała "Cieszę się, że Ty zdecydowałaś się na drogę, którą idziesz".

Przepraszam, może się przesłyszałam... "Zdecydowałam"?! Ja nie miałam wyboru!

Ps. Iść czy nie iść? Z jednej strony kiedy ostatnio ją widziałam miałam 12 lat, z drugiej była moją najlepszą przyjaciółką przez 5 lat podstawówki...