Dzisiejszy
wpis powstał na specjalne życzenie moich wspaniałych fanów w liczbie jeden.
Niestety, ponieważ w moim życiu nie dzieje się ostatnio nic ciekawego,
przeczytacie o mnóstwie nieciekawych rzeczy, przedstawionych w bardzo
nieciekawy sposób. Dlatego jeżeli nie jesteście moim zagorzałym fanem radzę czas,
który przeznaczylibyście na czytanie tego posta, spożytkować na sprawdzenie,
który z waszych facebookowych znajomych się chajtnął, a który swój status
zmienił na „ to skomplikowane” (taa… jasne).
Pomysł na
wstęp bezczelnie odgapiłam od Snicket’a z pierwszego akapitu w pierwszym rozdziale,
pierwszej części Serii Niefortunnych Zdarzeń.
Uznałam, że skoro mnie wstęp zniechęcający do czytania zachęcił, na Was
podziała tak samo. Myliłam się? Tylko że ja w przeciwieństwie do Snicket’a
nie mam ciekawej historii w zanadrzu.
Pierwszą z
niesamowicie nudnych rzeczy, które robiłam dzisiaj było wstanie z łóżka i
zrobienie sobie przytłaczająco nudnej kanapki. Po tym zatrważająco nudnym
posiłku udałam się do najnudniejszej łazienki wszechczasów, gdzie najnudniej w
świecie wzięłam prysznic i ubrałam śmiertelnie nudne spodnie i arcynudną bluzkę…
Nie, nie mam jednak litość, nie będę już Was z a n u d z a ł a opowiadaniem o
moim sami wiecie jakim dniu.
No i proszę,
napisałam trzy akapity o absolutnie niczym! Widać ćwiczenie się na
sprawdzianach z historii sztuki daje wreszcie rezultaty!
Przeczytałam Siedmiopiętrową górę Thomasa Mertona. Jak już sobie poukładam w głowie co o
niej sądzę, to napiszę recenzję.
Żeby zniwelować negatywny wpływ czytania powyższych głupot na wasze umysły proponuję posłuchać utworu "Take Five" co według najnowszej (lub jednej z nowszych) teorii może podwyższyć poziom waszego IQ.
Pa
Ps.Gdybyście zranili się w momencie przeżywania stresu wasza krew krzepła by szybciej niż normalnie (jeżeli jesteście normalni).To taka pozostałość po naszych przodkach neandertalczykach, dla których stres był równoznaczny z potrzebą walki. Dobre, co?