wtorek, 25 września 2012

Bzdura na bzdurze bzdurą... nie... nudą popycha


 Dzisiejszy wpis powstał na specjalne życzenie moich wspaniałych fanów w liczbie jeden. Niestety, ponieważ w moim życiu nie dzieje się ostatnio nic ciekawego, przeczytacie o mnóstwie nieciekawych rzeczy, przedstawionych w bardzo nieciekawy sposób. Dlatego jeżeli nie jesteście moim zagorzałym fanem radzę czas, który przeznaczylibyście na czytanie tego posta, spożytkować na sprawdzenie, który z waszych facebookowych znajomych się chajtnął, a który swój status zmienił na „ to skomplikowane” (taa… jasne).

  Pomysł na wstęp bezczelnie odgapiłam od Snicket’a z pierwszego akapitu w pierwszym rozdziale, pierwszej części Serii Niefortunnych Zdarzeń.  Uznałam, że skoro mnie wstęp zniechęcający do czytania zachęcił, na Was podziała tak samo. Myliłam się? Tylko że ja w przeciwieństwie do Snicket’a nie mam ciekawej historii w zanadrzu.

 Pierwszą z niesamowicie nudnych rzeczy, które robiłam dzisiaj było wstanie z łóżka i zrobienie sobie przytłaczająco nudnej kanapki. Po tym zatrważająco nudnym posiłku udałam się do najnudniejszej łazienki wszechczasów, gdzie najnudniej w świecie wzięłam prysznic i ubrałam śmiertelnie nudne spodnie i arcynudną bluzkę… Nie, nie mam jednak litość, nie będę już Was z a n u d z a ł a opowiadaniem o moim sami wiecie jakim dniu.

 No i proszę, napisałam trzy akapity o absolutnie niczym! Widać ćwiczenie się na sprawdzianach z historii sztuki daje wreszcie rezultaty!

 Przeczytałam Siedmiopiętrową górę Thomasa Mertona. Jak już sobie poukładam w głowie co o niej sądzę, to napiszę recenzję. 

 Żeby zniwelować negatywny wpływ czytania powyższych głupot na wasze umysły proponuję posłuchać utworu "Take Five" co według najnowszej (lub jednej z nowszych) teorii może podwyższyć poziom waszego IQ.



 Pa

Ps.Gdybyście zranili się w momencie przeżywania stresu wasza krew krzepła by szybciej niż normalnie (jeżeli jesteście normalni).To taka pozostałość po naszych przodkach neandertalczykach, dla których stres był równoznaczny z potrzebą walki. Dobre, co?



sobota, 22 września 2012

Bardzo poważne rozmowy


 Urządziłam dziś sobie ze Stasiem ”przyjęcie”. Staś  jest moim bratem, ma (prawie)pięć lat i w jego definicji przyjęcie nie jest zbyt trudne do zorganizowania. Wystarczy herbata, kanapki posmarowane czymś  nutellopodobnym i miska chipsów. Kiedy tak sobie siedzieliśmy w ciszy i słychać było tylko nasze mlaskanie, Stasiowy umysł pracował na wysokich obrotach o czym świadczyła jego późniejsza uwaga:

Staś (patrzy na mnie tymi swoimi poważnymi oczami)
    Wiesz, że Vader to Anakin?

Ja
   Tak wiem. Szkoda, że stał się zły.

Staś(mina tak poważna, że z trudem powstrzymuję się od śmiechu)
   Bo przeszedł na złą stronę mocy.

Ja
   A mógł być dobry…

Staś
   Przedtem był dobry.

Staś patrzy na mnie i ponownie pogrąża się w rozmyślaniach.
Po dłuższej chwili.

Staś.
   Jak ja będę miał 5 lat to Kaziu będzie miał 10.(Kaziu to nasz brat)

Ja.
   Kaziu jest już duży

Staś
   A ty ile będziesz miała lat?

Ja (pokazuję na palcach)
   Dziewiętnaście

Staś
   A jak ja będę miał dziewiętnaście lat to ty, ile będziesz miała?

Ja
   Trzydzieści trzy

Staś
   To będziesz stara…

Z oporami przytakuję

Staś
   Ale teraz jesteś jeszcze trochę młoda.


 Czytał ktoś z Was Serię Niefortunnych Zdarzeń Lemony Snicket’a?  Ja po raz kolejny się za nią zabieram (tym razem w wersji anglojęzycznej), i w równej mierze jak fabuła zachwycają mnie ilustracje Brett Helquist’a. Zainteresowanym polecam bloga i oficjalną stronę tegoż ilustratora (adresy na dole bloga).

 Dostałam się do tego kolegium na angielski, a na ATH złożyłam odwołanie - wyniki 15 października. Jeśli się dostanę to się przeniosę, jeśli nie to tragedii nie będzie .



Pa




środa, 19 września 2012

Fuck, shit i tym podobne...

Nie dostałam się

Fuck

 Obawiam się poważnego odwodnienia przez te litry łez, które wylałam przez ostatnie 27 godzin. Okazało się, że wcale nie zdałam matury tak dobrze jak mi się wydawało. Dostałabym się gdybym zdawała rozszerzenie. Nie ważne jak, ważne, że rozszerzenie.

 W każdym razie nie poddaję się, jutro składam podanie do Nauczycielskiego Kolegium Języków Obcych. Na angielski z dodatkowym francuskim, albo odwrotnie tylko, że francuski od podstaw. Nigdy nauczycielką być nie chciałam i nie będę chciała, ale języka zawsze będę się uczyć, a specjalizację mogę na magisterskich zmienić.

 Jeśli się nie dostanę będę zdawać maturę z angielskiego jeszcze raz, tym razem z rozszerzeniem. Chciałabym wyjechać do jakiegoś anglojęzycznego kraju na ok. pół roku żeby się podszkolić, ale muszę to jakoś zorganizować... a nie wiem za bardzo jak. Pomyślę jak dostanę wyniki.

Trzymać kciuki!


Ps. W takim parszywym nastroju, wstyd się przyznać, ale piję paskudną herbatę ekspresową. Dobra herbata nie zasługuje na picie jej ze łzami w oczach. Chyba, że byłyby to łzy radości.


sobota, 15 września 2012

Myśl, myśl, myśl...sorry, ale nie przed dwunastą!


 Czy wy też uzyskujecie jako taki poziom intelektualnej sprawności dopiero popołudniu? Bo gdybyście spróbowali pogadać ze mną na tematy natury egzystencjalnej czy politycznej przed południem, najprawdopodobniej mój wkład w rozmowę ograniczyłby się do zamglonego spojrzenia i zaskoczonego „Hę?”. Zresztą o politykę proszę mnie nie pytać, bo mam o niej niejasne pojęcie. Jedyne czego jestem pewna to imię i nazwisko aktualnego prezydenta.  Polski rzecz jasna. Także do 13.00 moje IQ jest pomiędzy 60 a 70.

 Piszę jako bezrobotna!!!Rzadko kiedy spotkacie się z tym zdaniem w tak pozytywnym znaczeniu więc to docencie! Wczoraj pożegnałam się z Hubertem, Milenką i Państwem X. Dostałam od nich książkę „Nietykalni” Philippe’a Pozzo di Borgo (szczęście, że nie muszę tego wymawiać). Wiem, że będę za dzieciakami tęsknić, ale jak na razie tylko wiem, a nie czuję bo…Wczoraj po łzawym pożegnaniu (łzawym, bo Milenka pokłóciła się z Hubertem) w ekstatycznych podskokach ruszyłam do AGDeuroRTV  (darmowa reklama drodzy dyrektorzy! dziękować!) i lekko się jąkając  poprosiłam o netbooka, którego zarezerwowałam. Z radością pozbyłam się 989zł i w tym przypadku nie jest to oksymoron.

 Mój nowy komputer jest miłą odmianą po tym starym rzęchu, który zwieszał się przy każdym szybszym ruchu myszką. Klawiatura działa tak lekko, że obawiam się, że przebiję klawisze na drugą stronę (nie żebym narzekała), jest mały, lekki i poręczny.  No i nie zajmuje tyle miejsca na biurku.

 Jeśli w najbliższym czasie usłyszycie, że  Maria B.(l.18) brutalnie zamordowała trójkę młodszych braci to wiedzcie, że to ja (i przysyłajcie paczki do więzienia). Dzisiaj już 7, tak 7 razy przyleciał do mnie Stasiu wrzeszcząc jakby ktoś go tasakiem walił po głowie, Kaziu obraził się (głośno) niezliczoną  ilość razy, a Wojtek…cóż Wojtek jest i nie krzyczy, ale i tak jest denerwujący.

Pa

Ps. Obiecywałam sobie, że w nowym blogu nie będę poruszała za wielu tematów w jednym poście…cóż, natury nie zmienisz…

środa, 12 września 2012

Tak aktualnie to ............. (wypełnić zakropkowane)

mama
   Chodź do nas do pokoju na imprezkę...

ja
  acha, ok

mama
  ...będą chorały gregoriańskie śpiewane przez cystersów

ja
  acha...

Te moje dwa "acha" brzmiały tak różnie, jak to tylko możliwe.

Nawiązując do ostatniego posta. Udało mi się zdobyć dodatkowe godziny, dlatego jutro i piątek spędzę z Hubertem i Milenką po 9 h... czego nie robi się dla pieniędzy.
Długowłosy się nawet do mnie nie uśmiecha, a co dopiero mówić o zagadywaniu.Nie dlatego, że zrobiłam coś żenującego jak np. wyznanie mu dozgonnej miłości w różowej, perfumowanej kopercie (i tak wolę klasyczną białą), nie widuję go po prostu, a znając moje szczęście i tak jest szczęśliwym mężem i ojcem dwójki dzieci. Zaczynam sobie układać plany staropanieńskiego życia - będę chodzić po okolicy i straszyć dzieci.

Nie wiem co się ze mną dzieje, ale cały czas piję kawę...ale bzdury plotę jak przy herbacie;)

Wyniki rekrutacji we wtorek! M u s z ę się dostać, bo nie mam planu B!

See ya :*



niedziela, 9 września 2012

Starość zdecydowanie nie radość

  Dzisiejsza msza była dla mnie iście traumatycznym przeżyciem i prawdopodobnie wpłynie negatywnie na moje relacje z wszystkimi siwowłosymi osobami w wieku starczym.
Byłam całkiem zadowolona kiedy usiadłam sobie wygodnie w pustej, czwartej ławce od przodu, dopóki nie przysiadł się do mnie okazały pan koło 60-tki. Odczuwał on głęboką potrzebę spoufalenia się z najbliższym homo sapiens (gdy się zorientowałam, było już za późno na ucieczkę), co polegało na zbliżeniu się do mnie na niepokojąco bliską odległość, chrząkaniu i bezczelnym wgapianiu się w moją twarz. Naprawdę nie mam pojęcia skąd w starszych ludziach przeświadczenie, że wszystko im wolno.

 Jakby tego było mało, z drugiej strony usiadło małżeństwo, którego średnią wieku określiłabym na ok. 120, dodatkowo oboje wydzielali bardzo intensywny zapach naftaliny. Naftalinowi państwo również nie mieli oporów przed naruszeniem mojej prywatnej przestrzeni.

 Tak więc mszę spędziłam słuchając ospałego vibrato Naftalinowych dziadków (chociaż szczerze mówiąc, Pani Naftalina brzmiała nieco energiczniej od swojego małżonka) , wdychając ich odurzający zapach, ignorując 60letnie irytujące spojrzenie pana po lewej i jego ostentacyjną hiperwentylację... i próbując być na tyle chuda, by nie stykać się z nimi.

 I po takich ciężkich przeżyciach wkraczam w ostatni tydzień pracy jako niania, modląc się o dodatkowe godziny, pożegnalną premię i  żeby ten długowłosy przystojniak, który się zawsze do mnie uśmiecha wreszcie do mnie zagadał, był poniżej 30-stki i stanu wolnego!

Papa :*

Ps. Polecam herbatę tysiącletnią! Jak na taką wiekową to pyszna XD

Ps.2 Jeśli kogoś interesuje czy poszłam na ten ślub to odpowiedź brzmi "nie", byłam na 50-tej rocznicy ślubu moich dziadków.