Byłam dziś u fryzjera
i zrobiłam sobie(a właściwie bardzo sympatyczna pani fryzjerka zrobiła) grzywkę!
Wyglądam teraz jeszcze młodziej niż zwykle więc jeśli obije się wam o uszy, że znalazłam
faceta to wiedzcie, ze jest pedofilemXD
Mam także nowy telefon: cudny, piękny z klawiaturą QWERTY, biały Samsung ch@t 357
Ależ jestem zła! Trochę na siebie i trochę na świat w którym
żyję. Czy to jest normalne, żeby spotkania z dobrymi, starymi znajomymi mogły
tak człowieka męczyć bo są zbyt…wesołe? Tak mnie męczy to, że cały czas muszę
się śmiać, żartować i rzucać cyniczne uwagi. Dlaczego nie można znaleźć miejsca
dla normalnej rozmowy? Ciągle musimy sobie nawzajem udowadniać jacy” cool i ponad wszystko” jesteśmy. A ja
mądra krowa siedzę tu i narzekam chociaż robię to samo…
Na poprawę humoru – ciepłe łóżeczko, herbata pu-erh z
cytryną i „Władca pierścieni”
Pomimo niemieckiej urody(;D) mam w sobie jednak coś z
polki. Najlepiej sprawdzam się w
sytuacjach skrajnych, w stresie pracuje
najproduktywniej. Komfort sprawia, że robię się ociężała i ogólnie rozlazła.
Odłączyli nam gaz. Mój tata był zbyt optymistyczny w swoich
prognozach dotyczących płacenia rachunku i już drugi dzień nie mamy ciepłej
wody, ogrzewania i gazu w kuchence. Co najdziwniejsze ja, która obrażam się
kiedy muszę umyć naczynie, teraz nawet się nie zająknęłam o jakichkolwiek pretensjach.
Spokojnie myję się w umywalce i ogrzewam pokój farelką. Nie rozumiem siebie
samej. Możliwe, że gdyby nie mieli na przyłączyć jutro gazu byłabym mnie
wyrozumiała…XD
Czuję, że się uszlachetniam. We wtorek byłam na „Les misérables”
w kinie. Na mojej prywatnej top liście musical uplasował się tuż za „Skrzypkiem
na dachu”, a to nie małe osiągnięcie. Po dwóch dniach po seansie wciąż przejmuję
się losem biednej Fantine i zabitych rewolucjonistów z ostatniej barykady.
Muzyka, piosenki, gra aktorska znakomicie się uzupełniają. Film był tak dobry
jak się tego spodziewałam po miesięcznym na niego wyczekiwaniu.
Niedawno skończyłam
czytać „Hobbita”, a chwilę temu z pomocą Toma Bombadila wydostałam się z
kurhanu w „Drużynie Pierścienia”. Już kiedyś zabierałam
się za „Władcę Pierścieni”, ale byłam za młoda(14 lat?), żeby go w pełni
docenić – byłam na etapie „im szybciej tym lepiej”. Zaczytywałam się powieściach
których fabułę autorzy zapewne wymyślali między obiadem, a podwieczorkiem, a
ich bohaterowie działali tak szybko, że nie mieli nawet czasu, żeby(broń boże!) myśleć. Po
usłyszeniu po raz enty „Co? TY nie czytałaś Władcy Pierścieni?” spięłam *** w
troki i zabrałam się za „Hobbita”. Po uwagach typu „wybitne, klasyka” nie
spodziewałam się, że będzie tak lekki w czytaniu. Cała powieść zdaje się wychwalać
wszystkie tradycyjne wartości takie jak męstwo, uczciwość, braterstwo równocześnie
pokazując, że są one dostępne dla każdego. Nikt nie rodzi się bohaterem,
bohaterem się staje. Tak samo nikt nie rodzi się zły, to wybory czynią
człowieka takim jakim jest i zawsze jest droga powrotna(ale konsekwencje
pozostają).Nie są to dla mnie, żadne
wielkie odkrycia, ale po tej lekturze czuję się pokrzepiona, książki Tolkiena, tak
„szlachetne” są uwielbiane przez tysiące ludzi! W czasach egocentryzmu który
wydaje się być oparty na odrzuceniu wszystkich tradycyjnych wartości nadal
istnieje pragnienie dobra i szlachetności właśnie. To fajne:) Widzę, ze popadłam w
kaznodziejski ton, przedstawiając argumenty które właśnie wpadły mi do głowy(
oj Mary, Mary…) „Hobbit” jest świetnie napisany, a „Władca Pierścieni” jest,
moim skromnym zdaniem, majstersztykiem, którym z przyjemnością się delektuję!