piątek, 8 lutego 2013

Keep calm and go to Rivendell


 Byłam dziś u fryzjera i zrobiłam sobie(a właściwie bardzo sympatyczna pani fryzjerka zrobiła) grzywkę! Wyglądam teraz jeszcze młodziej niż zwykle więc  jeśli obije się wam o uszy, że znalazłam faceta to wiedzcie, ze jest pedofilemXD

 Mam także nowy telefon: cudny, piękny z klawiaturą QWERTY, biały Samsung ch@t 357

 Ależ jestem zła! Trochę na siebie i trochę na świat w którym żyję. Czy to jest normalne, żeby spotkania z dobrymi, starymi znajomymi mogły tak człowieka męczyć bo są zbyt…wesołe? Tak mnie męczy to, że cały czas muszę się śmiać, żartować i rzucać cyniczne uwagi. Dlaczego nie można znaleźć miejsca dla normalnej rozmowy? Ciągle musimy sobie nawzajem udowadniać  jacy” cool i ponad wszystko” jesteśmy. A ja mądra krowa siedzę tu i narzekam chociaż robię to samo…

 Na poprawę humoru – ciepłe łóżeczko, herbata pu-erh z cytryną i „Władca pierścieni”


czwartek, 7 lutego 2013

Nedznicy + Hobbit + Władca Pierścieni = Mary w ekstazie


 Pomimo niemieckiej urody(;D) mam w sobie jednak coś z polki.  Najlepiej sprawdzam się w sytuacjach skrajnych,  w stresie pracuje najproduktywniej. Komfort sprawia, że robię się ociężała i ogólnie rozlazła.

 Odłączyli nam gaz. Mój tata był zbyt optymistyczny w swoich prognozach dotyczących płacenia rachunku i już drugi dzień nie mamy ciepłej wody, ogrzewania i gazu w kuchence. Co najdziwniejsze ja, która obrażam się kiedy muszę umyć naczynie, teraz nawet się nie zająknęłam o jakichkolwiek pretensjach. Spokojnie myję się w umywalce i ogrzewam pokój farelką. Nie rozumiem siebie samej. Możliwe, że gdyby nie mieli na przyłączyć jutro gazu byłabym mnie wyrozumiała…XD

 Czuję, że się uszlachetniam. We wtorek byłam na „Les misérables” w kinie. Na mojej prywatnej top liście musical uplasował się tuż za „Skrzypkiem na dachu”, a to nie małe osiągnięcie. Po dwóch dniach po seansie wciąż przejmuję się losem biednej Fantine i zabitych rewolucjonistów z ostatniej barykady. Muzyka, piosenki, gra aktorska znakomicie się uzupełniają. Film był tak dobry jak się tego spodziewałam po miesięcznym na niego wyczekiwaniu.



 Niedawno skończyłam czytać „Hobbita”, a chwilę temu z pomocą Toma Bombadila wydostałam się z kurhanu w „Drużynie Pierścienia”. Już kiedyś zabierałam się za „Władcę Pierścieni”, ale byłam za młoda(14 lat?), żeby go w pełni docenić – byłam na etapie „im szybciej tym lepiej”. Zaczytywałam się powieściach których fabułę autorzy zapewne wymyślali między obiadem, a podwieczorkiem, a ich bohaterowie działali tak szybko, że nie mieli nawet czasu, żeby(broń boże!) myśleć. Po usłyszeniu po raz enty „Co? TY nie czytałaś Władcy Pierścieni?” spięłam *** w troki i zabrałam się za „Hobbita”. Po uwagach typu „wybitne, klasyka” nie spodziewałam się, że będzie tak lekki w czytaniu. Cała powieść zdaje się wychwalać wszystkie tradycyjne wartości takie jak męstwo, uczciwość, braterstwo równocześnie pokazując, że są one dostępne dla każdego. Nikt nie rodzi się bohaterem, bohaterem się staje. Tak samo nikt nie rodzi się zły, to wybory czynią człowieka takim jakim jest i zawsze jest droga powrotna(ale konsekwencje pozostają).  Nie są to dla mnie, żadne wielkie odkrycia, ale po tej lekturze czuję się pokrzepiona, książki Tolkiena, tak „szlachetne” są uwielbiane przez tysiące ludzi! W czasach egocentryzmu który wydaje się być oparty na odrzuceniu wszystkich tradycyjnych wartości nadal istnieje pragnienie dobra i szlachetności właśnie. To fajne:) Widzę, ze popadłam w kaznodziejski ton, przedstawiając argumenty które właśnie wpadły mi do głowy( oj Mary, Mary…) „Hobbit” jest świetnie napisany, a „Władca Pierścieni” jest, moim skromnym zdaniem, majstersztykiem, którym z przyjemnością się delektuję!

Wracam do lektury! See ya!