czwartek, 24 października 2013

Wredota moja niepojęta i niegoraniona

Ekhm! Chciałabym tylko powiedzieć, że mam wszystko gdzieś, gdzieś bardzo głęboko.

 
Weszłam do pokoju kiedy moi bracia oglądali jeden z tych durnych seriali na Disney Channel,  Carli czy jakoś tak, i zaśmiałam się z jednego z durnych tekstów głównej bohaterki. Załamałam się nad stanem mojej psychiki dopiero kiedy, niczym echo, zabrzmiał sztuczny śmiech, nieodłączny, durny element sitcomów. 

Jest źle. 

 Na jutro powinnam napisać list, memo i zrobić 8 stron ćwiczeń z passive voice, ale to olałam i oglądnęłam "Jak się nie ubierać", wzięłam długą kąpiel z dobrą książką i pooglądałam besty. 
Pracuję 30 h tygodniowo i drugie tyle spędzam na uczelni, oprócz tego beztrosko wzięłam na siebie wolontariat. Brawo Mary! Tylko nie płacz jak wszystko zawalisz. 

 Moje życie towarzyskie umiera okrutną śmiercią. Ostatni raz kiedy z kimś rozmawiałam , ale tak naprawdę na luzie i o życiu, był jakieś 10 dni temu. Od tego czasu nic co wyszło z moich ust nie było warte uwagi. Rozmowa z klientami kawiarni" Czy ma Pan/Pani kartę stałego klienta?" , "Jak ja nie ogarniam" i żarciki na studiach oraz warczenie na moją biedną rodzinkę w domu. Naprawdę, dla dobra otoczenia, powinnam się wyprowadzić.Odkrywam w sobie pokłady nie używanej od dawna wredoty i dzikiego, uszczypliwego sarkazmu, skłonność do "ku**owania też jest niepokojąca. Już postanowiłam, będę pracować do końca umowy ( 27 grudnia), a potem poszukam jakiś dzieciaków potrzebujących korepetycji z angola.



Żeby podkreślić podłość mojego charakteru okrutnie, kpiąco i cynicznie zaśmieję się z powyższego obrazka : HA! HA! HA!
( chciałam znaleźć coś w stylu "kocham cię, a ty mnie nie", ale przekonał mnie ten wyłaniający się z tła drugi Bednarek " so poetic")

Na koniec coś autentycznie pięknego!

Mała Mi 
Mały geniusz zła recently

Ps. Droga żyrafko, na życzenie, wrednie ale z miłością :*

poniedziałek, 9 września 2013

It's good to be alive!

 Przez ostatnie pół roku co pewien czas mam momenty kiedy jestem tak szczęśliwa, że nie mogę w to uwierzyć. 

 Jestem zakochana (czy z wzajemnością to się jeszcze okaże) w naprawdę świetnym chłopaku. Jak na razie sam fakt, ze często go widuję i mogę z nim pogadać mnie uszczęśliwia :)

 Poznałam cuuudownych ludzi, przy których mogę być naprawdę sobą i którzy mnie motywują do stawania się lepszą.

 Rozwijam się! Działam! Żyję! W liceum czułam się stara i zmęczona życiem, teraz jestem MŁODA nie tylko w metryce.

 Zdaję sobie sprawę, że nie zasłużyłam sobie na to szczęście i mówię Bogu, że jedyne co mogę dać Mu w zamian to moja wdzięczność, moja tycia miłość i korzystanie w pełni z tego dobra które mi daje. Czyli właściwie wszystko za free:) Oł jea! 


Cudowny głos, taki ciepły:)

love you

Mary :*

wtorek, 27 sierpnia 2013

Nieplanowana recenzja i przedwczesne podsumowanie wakacji

  Pogoda robi się jesienna, a ja znów zaczynam więcej myśleć niż robić. Znów mogę, bez narażenia na przegrzanie, ubrać się w ciepły sweterek i pijąc gorącą, cynamonową herbatę czytać nieprzyzwoicie poetycko-naiwną powieść...Dobra, ta powieść nie była naiwna, ale nie chciało mi się iść do biblioteki po taką, więc przeszukałam biblioteczkę mojego taty...

  Zimowy Monarcha jest pierwszym tomem trylogii o królu Arturze napisaną przez jednego z najlepszych współczesnych autorów beletrystyki historycznej, Bernarda Cornwella. W Zimowym Monarsze legenda arturiańska została przedstawiona w świeży sposób. Narratorem jest Derfel (równie dziwnych imion jest tu co niemiara) syn niewolnicy. Jako dziecko miał być złożony w ofierze bogom, ale cudownie ocalał i ze względu na to zostaje przygarnięty przez Merlina, sławnego, mądrego i niezrównanie zgryźliwego druida. Derfel szybko odkrywa w sobie pasję do wojaczki (druidem nie mógłby zostać ponieważ według Merlina mądrością nie grzeszył), a jako, że za pasją szczęśliwie podążał talent, szybko pnie się po szczeblach kariery i zostaje jednym z wojowników i przyjaciół Artura. Artur jest tu przedstawiony jako porywczy idealista, świetny wojownik i przywódca, a przy tym wszystkim samotny, potrzebujący wsparcia człowiek. Lancelot tak pochlebnie przedstawiany w legendzie, tutaj okazuje się być narcystycznym, tchórzliwym, pozbawionym honoru, łasym na władzę próżniakiem, który swoją sławę zawdzięcza jedynie sowicie opłacanym bardom. Ginewra nieco próżna i lubiąca zbytki piękność przewyższa mądrością Artura i jest mu doradcą. Te wszystkie postaci tworzą wciągającą i wiarygodną opowieść. 


  Ciekawym i ważnym wątkiem powieści jest religia, przedstawione tu są wierzenia pogańskie wraz z ich czarami i rytuałami obok rodzącej się religii chrześcijańskiej. Fakt, że jest to opisywane przez Derfla, poganina pokazuje wszystko z ciekawej perspektywy, pierwsi chrześcijanie są niewyedukowani, nie do końca wiedzą w co wierzą dlatego też wyznawanie wiary Miłości nie kłóci się w ich mniemaniu z nienawiścią i krwawym zwalczaniem pogan. Poganie z kolei pragną powrotu dawnych bogów, ci jednak wydają się nie słyszeć ich modłów. Co mi się podoba to subtelność z jaką Cornwell przedstawił wątek fantastyczny. Excalibur, magiczny kocioł, wszystkie czary i rytuały są przedstawione niejednoznacznie. Czytelnik zastanawia się czy zjawiska uznawane za ich skutek są rzeczywiście magicznej natury czy są po prostu zbiegiem okoliczności.

Miałam pisać o moich wakacjach (chociaż mam ich jeszcze miesiąc), a wyszła recenzja książki... w skrócie:


- Pierwszy raz od trzech lat założyłam strój kąpielowy i teraz mogę się pochwalić kalifornijską opalenizną zdobytą nad jeziorem Żywieckim. Moje włosy tak pojaśniały, że gdybym była wyższa i miała mniejszy tyłek, to mogłabym zostać żywą barbie! hihihi XD


- W ostatnim momencie zdecydowałam się na wyjazd na rekolekcje ewangelizacyjne i nie żałuję


- przez tydzień zajmowałam się domem znajomych i w trakcie mojego tam pobytu (jak się potem okazało nie z mojej winy, uff!) rozwaliło im kompletnie elektryczną instalację od pompy głębinowej. 


- moja starsza siostra po ośmiu latach formacji złożyła wieczyste śluby zakonne


- Byłam na wielu dobrych imprezach, domówkach i nasiadówach


- namalowałam sobie na ścianie dwa bardzo poetyckie, sięgające sufitu drzewa.


- znalazłam pracę jako kelnerka w klimatycznej kawiarence z jazzem w głośnikach.


- moje zdolności kulinarne, a szczególnie cukiernicze bardzo się rozwinęły ;) mój przyszłościowy mąż nie będzie się musiał żywić tylko ziemniakami i ciastem z Biedronki! yeey!


- poznałam wielu suuuuperowych ludzi


- dowiedziałam się, że tak naprawdę nie jestem melancholikiem, a flegmatycznym sangwinikiem! Jak się potem okazało, tylko ja nie byłam świadoma swej ekstrawertyczności...


- mój starszy brat pożarł się z tatą i się wyprowadził... i w pełni go popieram w tej decyzji.


- zapomniałam napisać, ale od maja noszę soczewki kontaktowe. Nagle wszyscy znajomi się zorientowali, że mam niebieskie oczy... co ja mówię... że MAM oczy!



 Wrzucam bo śmieszne, chociaż według mnie Cezik jest bardziej pomysłowy niż utalentowany i muzycznie nie robi na mnie wrażenia.

See ya!




wtorek, 21 maja 2013

Nieogar, chaos i masakra

 Dziś grałam w kosza... Serio!

 No dobra, moi znajomi ze wspólnoty grali, a ja biegałam z wyciągniętymi w górę rękami i śmiałam się jak głupia.
ale było fajnie XD

 Odkąd jestem w tej wspólnocie mimo, że życie mi się strasznie pokiełbasiło to jakoś lepiej mi się to znosi. Żeby nie było nieporozumień - to nie sekta - po prostu grupa katolickich studentów którzy spotykają się żeby się pomodlić lub porobić coś razem. To są ludzie na których mogę polegać i przy których nie muszę się krępować, że zrobię lub powiem coś głupiego albo zbyt pozytywnego!

 W domu masakra. Najbardziej żal mi chłopców, bo jak ja się za kilka lat wyprowadzę to kto się nimi zajmie? 5, 10 i 15 latek potrzebują zacznie więcej czasu i miłości niż moi kryzysowi rodzice są w stanie czy chcą im dać. Nie potrafią dać tego nawet sobie. 

na doprawienie dołująco-wzruszająca piosenka


:*



poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Śniegus dyngus i koci podryw

 Wiem, że to zaskakujące, ale fakt posiadania nadpobudliwych młodszych braci (nie byłam pewna czy napisać nadpobudliwych, bo przecież wszyscy mali chłopcy są nadpobudliwi, ale podejrzewam, że niektórzy nie mają przyjemności posiadania takowych) może być błogosławieństwem. Dzięki mojej trójce potworków wczoraj i dzisiaj mogłam się bezkarnie tarzać w śniegu i brać udział w prawdziwej bitwie na śnieżki, nie będąc przy tym oskarżoną o dziecinność! Wręcz przeciwnie, okazałam się wspaniałą starszą siostrą! Było świetnie:) nie licząc odkrycia, że z celowaniem u mnie to kiepsko...


Filmik demonstrujący moje co najmniej dziwne poczucie humoru...



 Niestety dwie ostatnie noce nie były takie przyjemne jak dni. Jadzia przyjechała do nas na święta. 

Z kotką. 

W czasie rui. 

Byłam bezwzględnie napastowana seksualnie, przez co zaczęłam podejrzewać się o jakieś cechy męskie, które były dla Chanel (kotki) atrakcyjne. Całą noc zawodziła (to straszne, ale czasami wydaje odgłosy podobne do kwilącego dziecka), nawet w snach mnie prześladowała! Chociaż niewiele snu zaznałam. 
Parę razy wylądowała na mojej twarzy (miała zamiar skoczyć na szafę, ale nie trafiła)... 

Teraz poważnie zastanawiam się nad posiadaniem kota, bo było to trochę przerażające


poniedziałek, 25 marca 2013

Puchatek na rocznicę

 Oczywiście mam masę nauki dlatego sprzątam i piszę posta, przy czym akompaniują mi jęki moich braci, których przyczyn wolę nie dociekać (a nuż agonia?!).
 W sobotę była rocznica ukończenia plastyka przez moją klasę. Niestety, uświadomiono mi to dopiero około godziny 21, więc nie miałam możliwości (tak konkretnie to alkoholu) wypicia za swoje zdrowie. Nie chce mi się wierzyć, że to już rok! Ciekawe ile zajmie mi czasu zapomnienie, jakim koszmarem były dwie ostatnie klasy... W obronie przed cynicznym światem czytam "Kubusia Puchatka" i wzruszam się jego urokiem:)



"Pewnego razu, bardzo dawno temu, mniej więcej w zeszły piątek, mieszkał sobie Kubuś Puchatek zupełnie sam w lesie, pod nazwiskiem pana Woreczko." 

"Kubuś Puchatek"
 A.A Milne



Smętny był powrót do domu z piaskiem
We włosach, w oczach, w uszach i wszędzie
Krzysztof zawsze mieć będzie
Piasek - między - palcami - nóg

"Kiedy byliśmy bardzo młodzi"
 A.A.Milne




Ps. Wiem, że to okrutne, ale wyobraźcie sobie glebę osoby bez odruchów bezwarunkowych.
...
ach te moje rozkminy w drodze na uczelnię XD

Ps.2 Kupiłam sobie pióro, bo pomyślałam, że pisanie nim będzie romantyczne... Przecieka! Teraz mam romantycznie ufajdaną atramentem dłoń  <facepalm>

piątek, 22 marca 2013

wiosna, wiosna radosna

  Śnieg mi wypala oczy, nieubłagana biel mrozi nerwy, a na końcu ogarnia mózg... To co odczuwam zwą (dobra, ja zwę) śnieżus gorączkus niepospolitus. Od kiedy dziś rano wyjrzałam za okno i zobaczyłam, że chodnik, który jeszcze wczoraj wieczorem był mokry od deszczu, teraz jest przykryty 3 centymetrową warstwą śniegu mam ochotę walić głową w ścianę... ale nie, ona jest biała.



Ps. ...ale was tytułem zmyliłam, nie? <złowieszczy śmiech geniusza zła>

środa, 6 marca 2013

hmmm...


   Fajny chłopak do mnie zagadał, a ja nawet dopowiedziałam! Hahahah XD Jak się okazuje moja chorobliwa nieśmiałość w rozmowie z przystojnymi facetami nie jest nieuleczalna! Było to w piątek w bibliotece (to musi być miłość ;D). On tam pracuje, ale nie wiem czy na stałe, czy to tylko praktyki. Taki subtelnie artystyczny typ, jak ja zresztą. Kręcone, jasne włosy, spięte w kucyk (długie włosyyy!) i brązowe oczy (nie wiem, co ja mam z tymi brązowymi oczami...). Zagadał mnie o książki, które oddawałam.



Tajemniczy ChłopakXD - O Gaiman! Podobało się?

Ja -Bardzo, generalnie bardzo lubię Gaimana. Chociaż bardziej podobała mi się ta książka o cmentarzu?

TC - "Księga Cmentarna"?Fajna - bierze do ręki "chłopaków Anansiego" i zaznacza palcem w mniej więcej jednej trzeciej powieści - do tego momentu nie podobało mi się w ogóle, potem zaczęło się rozkręcać...

Potem poszłam wybrać książki, a przy wypożyczaniu:

TC - Jest coś Gaimana?

J- Jest, "Nigdziebądź".

TC - fajne - bierze do ręki i wertuje - tak, pamiętam! Mam nadzieje, że spodoba się tak samo jak "Księga cmentarna". Próbowałem czytać opowiadania Gaimana, ale jakoś...

J - Ja wolę powieści bo są dłuższe:)

TC - Prawda, a poza tym...


   Sorry, nie chce mi się przytaczać całej rozmowy, po prostu chciałam pokazać wam jak to wyglądało i spytać czy nie będzie nadinterpretacją myśl, że mu się podobałam... Zrozumcie, przystojny chłopak z którym można porozmawiać o książkach...Teraz zastanawiam się kiedy warto by było pójść do biblioteki...

Cuda zaczęły się dziać!

    Ostatnio dzieją się niesamowite rzeczy...
   Pogoda diametralnie się zmieniła! Jeszcze dwa tygodnie temu na uczelnię wędrowałam w ciepłym płaszczu, dwóch szalikach, czapce, rękawiczkach i traperach; teraz siedzę przy otwartym oknie na łóżku w piżamie składającej się z krótkich spodenek i T-shirtu. Słońce wstaje wcześniej i zachodzi później. Jeśli o to chodzi, nie tylko słońce wstaje wcześniej, ale nawet samozwańcza królowa śpiochów województwa śląskiego : JA!

Jest 07:32, a ja już pół godziny temu otworzyłam zaspane oczy (w które słońce dawało, jakbym była co najmniej na Bahamach), a dziś mam wolny dzień! Jeszcze niedawno żadna siła nie była w stanie wyciągnąć mnie z łóżka przed 10, a i to był wyczyn! Moja teoria się sprawdziła! W odpowiedzi na okrutne zarzuty moich rodziców jakobym była leniwa, odpowiadałam - Żyję, zgodnie z naturalnym rytmem! Jak jest ciemno nienaturalne jest pozostawanie przytomnym - (weźcie pod uwagę, że w zimie dzień trwa kilka godzin). Nie byłam jednak pewna czy wiosna zmniejszy moje zapotrzebowanie na sen, ale to przecież nieistotnie...

   Przestałam tylko mówić, że fajnie było by pracować jako au pair w Anglii w wakacje i zarejestrowałam się na portalu www.aupair-world.net. Zobaczymy co z tego wyjdzie...



Wypróbowałam ciasto z mikrofali! Bardzo smaczne, a jego zrobienie zajmuje 5 minut! Tu macie przepis Czekoladowe ciasto ja dodałam jeszcze cynamon i jabłka.

Wydarzyła się jedna fajna rzecz ale jej poświęcę następny post, bo ten za długi by wyszedł:)

piątek, 8 lutego 2013

Keep calm and go to Rivendell


 Byłam dziś u fryzjera i zrobiłam sobie(a właściwie bardzo sympatyczna pani fryzjerka zrobiła) grzywkę! Wyglądam teraz jeszcze młodziej niż zwykle więc  jeśli obije się wam o uszy, że znalazłam faceta to wiedzcie, ze jest pedofilemXD

 Mam także nowy telefon: cudny, piękny z klawiaturą QWERTY, biały Samsung ch@t 357

 Ależ jestem zła! Trochę na siebie i trochę na świat w którym żyję. Czy to jest normalne, żeby spotkania z dobrymi, starymi znajomymi mogły tak człowieka męczyć bo są zbyt…wesołe? Tak mnie męczy to, że cały czas muszę się śmiać, żartować i rzucać cyniczne uwagi. Dlaczego nie można znaleźć miejsca dla normalnej rozmowy? Ciągle musimy sobie nawzajem udowadniać  jacy” cool i ponad wszystko” jesteśmy. A ja mądra krowa siedzę tu i narzekam chociaż robię to samo…

 Na poprawę humoru – ciepłe łóżeczko, herbata pu-erh z cytryną i „Władca pierścieni”


czwartek, 7 lutego 2013

Nedznicy + Hobbit + Władca Pierścieni = Mary w ekstazie


 Pomimo niemieckiej urody(;D) mam w sobie jednak coś z polki.  Najlepiej sprawdzam się w sytuacjach skrajnych,  w stresie pracuje najproduktywniej. Komfort sprawia, że robię się ociężała i ogólnie rozlazła.

 Odłączyli nam gaz. Mój tata był zbyt optymistyczny w swoich prognozach dotyczących płacenia rachunku i już drugi dzień nie mamy ciepłej wody, ogrzewania i gazu w kuchence. Co najdziwniejsze ja, która obrażam się kiedy muszę umyć naczynie, teraz nawet się nie zająknęłam o jakichkolwiek pretensjach. Spokojnie myję się w umywalce i ogrzewam pokój farelką. Nie rozumiem siebie samej. Możliwe, że gdyby nie mieli na przyłączyć jutro gazu byłabym mnie wyrozumiała…XD

 Czuję, że się uszlachetniam. We wtorek byłam na „Les misérables” w kinie. Na mojej prywatnej top liście musical uplasował się tuż za „Skrzypkiem na dachu”, a to nie małe osiągnięcie. Po dwóch dniach po seansie wciąż przejmuję się losem biednej Fantine i zabitych rewolucjonistów z ostatniej barykady. Muzyka, piosenki, gra aktorska znakomicie się uzupełniają. Film był tak dobry jak się tego spodziewałam po miesięcznym na niego wyczekiwaniu.



 Niedawno skończyłam czytać „Hobbita”, a chwilę temu z pomocą Toma Bombadila wydostałam się z kurhanu w „Drużynie Pierścienia”. Już kiedyś zabierałam się za „Władcę Pierścieni”, ale byłam za młoda(14 lat?), żeby go w pełni docenić – byłam na etapie „im szybciej tym lepiej”. Zaczytywałam się powieściach których fabułę autorzy zapewne wymyślali między obiadem, a podwieczorkiem, a ich bohaterowie działali tak szybko, że nie mieli nawet czasu, żeby(broń boże!) myśleć. Po usłyszeniu po raz enty „Co? TY nie czytałaś Władcy Pierścieni?” spięłam *** w troki i zabrałam się za „Hobbita”. Po uwagach typu „wybitne, klasyka” nie spodziewałam się, że będzie tak lekki w czytaniu. Cała powieść zdaje się wychwalać wszystkie tradycyjne wartości takie jak męstwo, uczciwość, braterstwo równocześnie pokazując, że są one dostępne dla każdego. Nikt nie rodzi się bohaterem, bohaterem się staje. Tak samo nikt nie rodzi się zły, to wybory czynią człowieka takim jakim jest i zawsze jest droga powrotna(ale konsekwencje pozostają).  Nie są to dla mnie, żadne wielkie odkrycia, ale po tej lekturze czuję się pokrzepiona, książki Tolkiena, tak „szlachetne” są uwielbiane przez tysiące ludzi! W czasach egocentryzmu który wydaje się być oparty na odrzuceniu wszystkich tradycyjnych wartości nadal istnieje pragnienie dobra i szlachetności właśnie. To fajne:) Widzę, ze popadłam w kaznodziejski ton, przedstawiając argumenty które właśnie wpadły mi do głowy( oj Mary, Mary…) „Hobbit” jest świetnie napisany, a „Władca Pierścieni” jest, moim skromnym zdaniem, majstersztykiem, którym z przyjemnością się delektuję!

Wracam do lektury! See ya!

czwartek, 31 stycznia 2013

Wolne!

W takie dni jak ten budzi się we mnie idealistka. Wstaję po 9:00 obudzona przez promienie słońca zalewające mój pokój i ogłuszającą ciszę (wierzcie mi w domu liczącym 7 mieszkańców osób cisza jest towarem deficytowym). Moja mama trochę zepsuła efekt mówiąc żebym zrobiła obiad, ale nie zdołała zniszczyć mojej świeżo powstałej miłości do całego świata. Kiedy wszyscy wyszli z domu ja delektowałam się świadomością zaliczonej sesji i dopiero co rozpoczętych ferii...No i tym że nie muszę się czesać, bo nigdzie nie wychodzę (moje włosy codziennie układają się inaczej). Altruistyczne pragnienie czynienia dobra sprawiło, ze nie tylko zrobiłam obiad ale też ściągnęłam i powiesiłam pranie oraz umyłam naczynie! 
Teraz siedzę i napawam się swoim bohaterstwem (bądź bohaterem w swoim domu!)...
 I myślę(tak, tak mam czas na myślenie!) sobie, że coś mi się pomieszało. Moim naczelnym marzeniem jest zostanie żoną i mamą, ale robię wszystko żeby zostać samotną, cyniczną i gaszącą wszystkich panią profesor. Siedzę i się uczę, albo spotykam się w wyłącznie damskim udając, że tak naprawdę nie przeszkadza mi fakt bycia singielką. Prawda jest taka, ze jestem okropną marzycielką i trochę się tego wstydzę. Bo bycie marzycielem jest trochę głupie i nieopłacalne, nie?

Wybaczcie, że nie pisałam o Rzymie jak obiecałam, ale jak widzicie najlepiej wychodzi mi pisanie o niczymXD Powiem tylko, że było bosko! Mieszkałyśmy w piątkę (same dziewczyny) u pracownika biblioteki Watykańskiej, jego żony-biolożki i ich córki fizjoterapeutki. Przeuroczy ludzie! Rzym jest przepięknym i fascynującym(i ciepłym!) miejscem.