No nic, tak zaznaczam, że jeszcze żyję;)
środa, 26 grudnia 2012
Jadę do Rzymu, jadę do Rzymu, jadę do Rzymu...
Za jakieś 5 godzin będę już w drodze do Włoch! Czeka mnie dłuuuga podróż autokarem: najpierw koło 12 godzin do Wenecji, potem do Asyżu, a następnego dnia do Rzymu gdzie spędzę 5 dni. Bardzo prawdopodobne, że w Rzymie będę spała w jakimś magazynie bez dostępu do łazienki z setką innych osób. Już mam dreszcze na myśl o tym... Z tego co mówili moi dziadkowie (którzy w Rzymie byli niezliczoną ilość razy) włoch mówiący po angielsku jest wyjątkiem, więc moja jego znajomość niestety się nie przyda. Będę musiała się zdać na rozmówki polsko-włoskie!
No nic, tak zaznaczam, że jeszcze żyję;)
No nic, tak zaznaczam, że jeszcze żyję;)
sobota, 15 grudnia 2012
Święta tuż, tuż!
Kiedy w domu przeważa kolor zielony i czerwony, w powietrzu unosi się zapach pierników i słychać podniesiony głos mojej mamy to znak, że nadchodzą święta.
Jestem w trakcie obserwowania mojej siostry i brata robiących pierniczki. Ja tu jestem od nalewania pysznej cynamonowej herbaty:)
Przed chwilą oglądałam foremki do pierniczków ze Stasiem(l.5)
Staś
O mały miś i duży miś! Rodzinka!
Ja
Pewnie mamusia i synek.
Staś
A tutaj duży słonik...
Ja
I króliczek, adoptowany!
...
Ja
O popatrz indor!(tak, naprawdę mamy taka foremkę)
Staś
Nie! To jest kukur!
Czymkolwiek jest kukur jest bardzo podobny do indora, więc jeśli kiedyś zobaczycie coś indoropodobnego strzeżcie się - to może być kukur!
Ja zamiast "Kevina" w każde święta oglądam " Piękna i Bestia: zaczarowane święta". Uwielbiam tą bajkę;)
Jeśli kiedyś zdarzy wam się wpaść do Bielska polecam niesamowicie klimatyczny sklep "Sweet home"(szczególnie dla tych co jeszcze nie kupili prezentów, a cenią sobie jakość). Jak tam wejdziecie poczujecie, że naprawdę są święta:) Sweet home - facebook
Jestem w trakcie obserwowania mojej siostry i brata robiących pierniczki. Ja tu jestem od nalewania pysznej cynamonowej herbaty:)
Przed chwilą oglądałam foremki do pierniczków ze Stasiem(l.5)
Staś
O mały miś i duży miś! Rodzinka!
Ja
Pewnie mamusia i synek.
Staś
A tutaj duży słonik...
Ja
I króliczek, adoptowany!
...
Ja
O popatrz indor!(tak, naprawdę mamy taka foremkę)
Staś
Nie! To jest kukur!
Czymkolwiek jest kukur jest bardzo podobny do indora, więc jeśli kiedyś zobaczycie coś indoropodobnego strzeżcie się - to może być kukur!
Jeśli kiedyś zdarzy wam się wpaść do Bielska polecam niesamowicie klimatyczny sklep "Sweet home"(szczególnie dla tych co jeszcze nie kupili prezentów, a cenią sobie jakość). Jak tam wejdziecie poczujecie, że naprawdę są święta:) Sweet home - facebook
czwartek, 6 grudnia 2012
Urodziłam trzynaścioro dzieci!
Dawno, dawno temu żył sobie człowiek któremu baaardzo się nudziło i który baaardzo chciał coś wynaleźć. Niestety nie był wystarczająco mądry, dlatego postanowił wykorzystać to co już jest tylko przedstawić to w mądry i możliwie skomplikowany sposób. Tak powstała PSYCHOLOGIA.
Jutro mam kolosa z psychologi i nie mogę się pozbyć przeświadczenia, że ktoś robi ze mnie głupka karząc mi się tych bzdur uczyć.
"Metoda naukowa musi być trafna - ma mierzyć to co ma mierzyć"
"Wywiad - podstawowa metoda diagnostyczna, może mieć właściwości terapeutyczne, ważna w psychologii klinicznej, psychoterapii i psychologii wychowawczej. Pytania otwarte i zamknięte" dla niedomyślnych to r o z m o w a.
Nie lubię się chwalić ("utrzymaj pozory, utrzymaj pozory")ale jestem normalnie geniuszem. Dostałam 5+ z Kultury USA za projekt semestralny. Tak dobrej oceny nie dostałam od podstawówki! Przedstawiłam mowę Sojourner Truth, czarnej wyzwolonej niewolnicy "Ain't I a woman" i ją przeanalizowałam. Poniżej fragment:
See ya
Ps. a tak BTW to jadę do Rzymu 26 grudnia!Zazdrośćcie!
Jutro mam kolosa z psychologi i nie mogę się pozbyć przeświadczenia, że ktoś robi ze mnie głupka karząc mi się tych bzdur uczyć.
"Metoda naukowa musi być trafna - ma mierzyć to co ma mierzyć"
"Wywiad - podstawowa metoda diagnostyczna, może mieć właściwości terapeutyczne, ważna w psychologii klinicznej, psychoterapii i psychologii wychowawczej. Pytania otwarte i zamknięte" dla niedomyślnych to r o z m o w a.
Nie lubię się chwalić ("utrzymaj pozory, utrzymaj pozory")ale jestem normalnie geniuszem. Dostałam 5+ z Kultury USA za projekt semestralny. Tak dobrej oceny nie dostałam od podstawówki! Przedstawiłam mowę Sojourner Truth, czarnej wyzwolonej niewolnicy "Ain't I a woman" i ją przeanalizowałam. Poniżej fragment:
"That man over there says that women need to be helped into carriages, and lifted over ditches, and to have the best place everywhere. Nobody ever helps me into carriages, or over mud-puddles, or gives me any best place! And ain't I a woman? Look at me! Look at my arm! I have ploughed and planted, and gathered into barns, and no man could head me! And ain't I a woman? I could work as much and eat as much as a man - when I could get it - and bear the lash as well! And ain't I a woman? I have borne thirteen children, and seen most all sold off to slavery, and when I cried out with my mother's grief, none but Jesus heard me! And ain't I a woman?"Wykładowczyni(to się w ogóle odmienia?) była zachwycona( właściwie powiedziała, ze jest shocked ale to ma taki negatywny wydźwięk)... a ja byłam zachwycona, że ona była zachwycona. Kiedy mówiłam "i have borne thirteen children" miałam straszną ochotę powiedzieć "wiem, wiem nie wyglądam" ale siłą woli się powstrzymałamXD
See ya
Ps. a tak BTW to jadę do Rzymu 26 grudnia!Zazdrośćcie!
poniedziałek, 19 listopada 2012
Poezja - psycholog duszy
Jerzy Liebert
Jeździec
Uciekałem przed tobą w popłochu,
Chciałem zmylić, oszukać Ciebie -
Lecz co dnia kolana uparte
Zostawiały ślady na niebie
Dogoniłeś mnie, Jeźdźcze niebieski,
Stratowałeś, stanąłeś na mnie.
Ległem zbity, łaską podcięty,
Jak dym, gdy wicher go nagnie.
Nie mam słów, by spod Ciebie się podnieść,
Coraz cięższa staje się mowa.
Czyżby słowa utracić trzeba,
By jak duszę odzyskać słowa?
Czyli trzeba aż przejść przez siebie,
Twoim słowom siebie zawierzyć -
Jeśli trzeba, to tratuj do dna,
Jestem tylko Twoim żołnierzem.
Ten wiersz chodzi za mną od dawna. Napisany na skrawku papieru jest pozostałością po podręczniku z polskiego z którego go wycięłam i powiesiłam w pokoju. Jak wszystkie wiersze które mi się podobają wzbudził we mnie to specyficzne uczucie, którego można doświadczyć tylko czytając poezję i niektóre książki - jakby ktoś zajrzał Ci do głowy i poukładał gnieżdżące się w niej myśli i uczucia. Im dłużej go czytam tym bardziej go rozumiem...albo powinnam powiedzieć: on rozumie mnie?
Staram się ograniczyć korzystanie z komputera i jak widać na dobre mi to wychodzi : zdążyłam się dziś pouczyć, pójść do biblioteki i coś napisać. Wypożyczyłam tomik wierszy Tadeusza Różewicza. Zapowiada się obiecująco!
Nie zaliczyłam pierwszego kolosa - mogę się nazywać studentką! ;D
Jeździec
Uciekałem przed tobą w popłochu,
Chciałem zmylić, oszukać Ciebie -
Lecz co dnia kolana uparte
Zostawiały ślady na niebie
Dogoniłeś mnie, Jeźdźcze niebieski,
Stratowałeś, stanąłeś na mnie.
Ległem zbity, łaską podcięty,
Jak dym, gdy wicher go nagnie.
Nie mam słów, by spod Ciebie się podnieść,
Coraz cięższa staje się mowa.
Czyżby słowa utracić trzeba,
By jak duszę odzyskać słowa?
Czyli trzeba aż przejść przez siebie,
Twoim słowom siebie zawierzyć -
Jeśli trzeba, to tratuj do dna,
Jestem tylko Twoim żołnierzem.
Ten wiersz chodzi za mną od dawna. Napisany na skrawku papieru jest pozostałością po podręczniku z polskiego z którego go wycięłam i powiesiłam w pokoju. Jak wszystkie wiersze które mi się podobają wzbudził we mnie to specyficzne uczucie, którego można doświadczyć tylko czytając poezję i niektóre książki - jakby ktoś zajrzał Ci do głowy i poukładał gnieżdżące się w niej myśli i uczucia. Im dłużej go czytam tym bardziej go rozumiem...albo powinnam powiedzieć: on rozumie mnie?
Staram się ograniczyć korzystanie z komputera i jak widać na dobre mi to wychodzi : zdążyłam się dziś pouczyć, pójść do biblioteki i coś napisać. Wypożyczyłam tomik wierszy Tadeusza Różewicza. Zapowiada się obiecująco!
Nie zaliczyłam pierwszego kolosa - mogę się nazywać studentką! ;D
niedziela, 18 listopada 2012
Dinozaurze bezguście
Muszę się wam do czegoś przyznać
Uwielbiam koreańskie dramy !
Niewielu osobom o tym mówię, bo wolę uchodzić za poważną intelektualistkę brzydzącą się wszelką banalnością, taką która śmieje się na Zmierzchu (to akurat prawda - uważam, że uczucie między Bellą a Edwardem jest trochę nienormalne). Jednak jest coś w koreańskich dramach( koniecznie koreańskich! Ze wszystkich azjatów tylko koreańczycy mogą być przystojni) co mnie urzeka. Mimo porażającej infantylności, przerysowanych charakterów, nierealistycznych pocałunków i nieraz przygłupawych bohaterek naprawdę lubię je oglądać. Są takie uroczo naiwne (przynajmniej te które oglądałam). Inaczej niż w amerykańskich komediach romantycznych wszystko ma właściwą kolejność, i nie chodzi głównie o seks. Te filmy to po prostu balsam na moją chorobliwie romantyczną duszę. Ostatnio oglądnęłam "Playfull kiss" - 16 godzinnych odcinków w niecały tydzień, w rezultacie czego mam oczy koloru dojrzałych pomidorów. katen-viki.cba.pl - na tej stronie można obejrzeć dramy i przerazić się moim brakiem gustu.
Od tygodnia mam dziewiętnaście lat i czuję się jak dinozaur...Ale obłowiłam się w te urodziny ;D Znajomi zrobili mi imprezę niespodziankę w piątek. Dostałam od nich przepiękny czajniczek do herbaty z podgrzewaczem w mlecznym kolorze (cieplejszym niż na zdjęciu), bardzo pojemny - 650ml.
Do tego herbaty liściaste "Chopin" i "Firmowa". Rodzice kupili mi torbę z marzeń : prostokątna trochę większa od formatu A4, wygląda jak z prawdziwej skóry, z ciemno i jasno brązowymi elementami i złotymi klamerkami. Wygląda trochę jak starodawna aktówka.
Od Judyt dostałam herbatę "Cynamonową" i zieloną "Imbir z pigwą" oraz sól do kąpieli, po której użyciu moja skóra stała się gładka i jędrna jak pupcia niemowlaczka (według producentów XD).
Także weekend spędziłam na opijaniu się herbatą, oglądaniu "Playfull kiss" i przytulaniu się do nowej torby. Czego chcieć więcej?
:*
Ps.1 Zauważyłam, że po długim siedzeniu przed komputerem na pewien czas tracę zdolność kreatywnego myślenia....Za niedługo mózg mi normalnie wypali!
Uwielbiam koreańskie dramy !
Niewielu osobom o tym mówię, bo wolę uchodzić za poważną intelektualistkę brzydzącą się wszelką banalnością, taką która śmieje się na Zmierzchu (to akurat prawda - uważam, że uczucie między Bellą a Edwardem jest trochę nienormalne). Jednak jest coś w koreańskich dramach( koniecznie koreańskich! Ze wszystkich azjatów tylko koreańczycy mogą być przystojni) co mnie urzeka. Mimo porażającej infantylności, przerysowanych charakterów, nierealistycznych pocałunków i nieraz przygłupawych bohaterek naprawdę lubię je oglądać. Są takie uroczo naiwne (przynajmniej te które oglądałam). Inaczej niż w amerykańskich komediach romantycznych wszystko ma właściwą kolejność, i nie chodzi głównie o seks. Te filmy to po prostu balsam na moją chorobliwie romantyczną duszę. Ostatnio oglądnęłam "Playfull kiss" - 16 godzinnych odcinków w niecały tydzień, w rezultacie czego mam oczy koloru dojrzałych pomidorów. katen-viki.cba.pl - na tej stronie można obejrzeć dramy i przerazić się moim brakiem gustu.
Od tygodnia mam dziewiętnaście lat i czuję się jak dinozaur...Ale obłowiłam się w te urodziny ;D Znajomi zrobili mi imprezę niespodziankę w piątek. Dostałam od nich przepiękny czajniczek do herbaty z podgrzewaczem w mlecznym kolorze (cieplejszym niż na zdjęciu), bardzo pojemny - 650ml.
Do tego herbaty liściaste "Chopin" i "Firmowa". Rodzice kupili mi torbę z marzeń : prostokątna trochę większa od formatu A4, wygląda jak z prawdziwej skóry, z ciemno i jasno brązowymi elementami i złotymi klamerkami. Wygląda trochę jak starodawna aktówka.
Od Judyt dostałam herbatę "Cynamonową" i zieloną "Imbir z pigwą" oraz sól do kąpieli, po której użyciu moja skóra stała się gładka i jędrna jak pupcia niemowlaczka (według producentów XD).
Także weekend spędziłam na opijaniu się herbatą, oglądaniu "Playfull kiss" i przytulaniu się do nowej torby. Czego chcieć więcej?
:*
Ps.1 Zauważyłam, że po długim siedzeniu przed komputerem na pewien czas tracę zdolność kreatywnego myślenia....Za niedługo mózg mi normalnie wypali!
niedziela, 11 listopada 2012
Ot życie!
Ehh...sporo
się ostatnio wydarzyło i to niekoniecznie dobrych rzeczy.
Moja
koleżanka z grupy ze studiów, Kasia, umarła. Zator płucny. Kiedy
byłam na pogrzebie cały czas miałam wrażenie, że coś jest nie
tak. Jakby fakt, że jest w trumnie był nienaturalny, normalniejsze
byłoby gdyby stała obok i szeptem ze mną żartowała. Nie zdążyłam
jej dobrze poznać, ale jej śmierć porządnie mną wstrząsnęła –
tak łatwo jest umrzeć!
Jadzia
(podstępem) mnie wyciągnęła na imprezę...dla singli. Wyszłam o
23:00 z mocnym postanowieniem zostania samotną do końca życia.
Czułam się tam niemal jak zwierzyna bombardowana bynajmniej nie
dyskretnymi spojrzeniami napalonych facetów. Na szczęście nie
wyglądałam na „dostepną”(rozebraną i podchmieloną). Było to
doświadczenie krzywdzące moją duszę romantyczki. Nie żebym
miała już nie iść na imprezę, ale jeśli pójdę to z grupą
znajomych po to tylko, żeby się dobrze bawić w ich gronie.
Jutro mam
urodziny :( Nacieszę się przez kilka godzin tym, że jeszcze mam
18 lat, mam 18 lat,
mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18
lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam
18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat,
mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18
lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam
18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat,
mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18
lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam
18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat
itd.
poniedziałek, 29 października 2012
no comment
Uprzedzam żeby nie było, tego posta piszę w efekcie napadowego załamania nerwowego. Świadomość poniższego faktu mnie chwilowo sparaliżowała:
Wszyscy umrzemy
Wyczuwam depresję.
to pewnie objawy odstawienia cukru (ciasta się skończyły).
Wielbicielom brytyjskich komedii polecam "Dziewczyny z St Trinian's" - humor idealnie trafiający w moje abstrakcyjno-prymitywne gusta.
Wszyscy umrzemy
Wyczuwam depresję.
to pewnie objawy odstawienia cukru (ciasta się skończyły).
Wielbicielom brytyjskich komedii polecam "Dziewczyny z St Trinian's" - humor idealnie trafiający w moje abstrakcyjno-prymitywne gusta.
niedziela, 28 października 2012
Pada śnieg, pada śnieg...
Piszę esej na studia.
O kamieniach.
Pasjonujące, n i e z w y k l e pasjonujące...
Dziś po wyjściu z domu iście perwollowa biel omal mi oczu nie wypaliła...Śnieg w połączeniu z kolorowymi, jeszcze liściastymi drzewami daje ładny, ale dość nietypowy efekt - mamy Zimojesień ( Winterfall - prawie jak z "Gry o tron" ;D)!
Jeszcze się cieszę :)
O kamieniach.
Pasjonujące, n i e z w y k l e pasjonujące...
Dziś po wyjściu z domu iście perwollowa biel omal mi oczu nie wypaliła...Śnieg w połączeniu z kolorowymi, jeszcze liściastymi drzewami daje ładny, ale dość nietypowy efekt - mamy Zimojesień ( Winterfall - prawie jak z "Gry o tron" ;D)!
Jeszcze się cieszę :)
sobota, 27 października 2012
Wiersze niepoczytalnej
Poważnie zastanawiam się
nad swoją poczytalnością. Możliwe, że to przeziębienie
poczyniło spustoszenia w moim mózgu. Pewnie wykaszlałam ważne
jego elementy.
Chyba, że to cukrowy haj
– zjadłam tyle ciast, że aż wstyd.
Wczoraj napisałam
pierwszy w swoim życiu wiersz...w każdym razie coś
wierszopodobnego. Nie najwyższych lotów, ale tak mi się to pisanie
spodobało,że od razu napisałam kolejne dziesięć.
Tak, zdecydowanie jestem
nienormalna
Ambicja
potknęłam się o ambicję
przyklękłam
ze wszystkich stron obejrzałam
pomyślałam „Za ciężka”
i pożegnałam
Uśmiech
Zaśmiała
się głośno
zęby
pokazała
O
nie, próchnica!
i spoważniała
Oczekiwanie
Emocjami
przeżarte
serce
osłabło
już
sił ubywa
nadziei zabrakło
piątek, 26 października 2012
Teoria obalona!
Niestety muszę obalić moją teorię według której
jedzenie jest lekiem na
całe zło.
Mój tata przywiózł dziś całe mnóstwo jedzenia ze szkolnej uroczystości (jest nauczycielem). Oczywiście musiałam "spróbować" wszystkiego i obżarłam się jak świnia.
...i niestety do szczęścia mi daleko,za to bliżej do Bridget Jones.
jedzenie jest lekiem na
całe zło.
Mój tata przywiózł dziś całe mnóstwo jedzenia ze szkolnej uroczystości (jest nauczycielem). Oczywiście musiałam "spróbować" wszystkiego i obżarłam się jak świnia.
...i niestety do szczęścia mi daleko,za to bliżej do Bridget Jones.
wtorek, 23 października 2012
Zasmarkane żale przyszłej starej panny
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!
Chł, chłe,chłe(dla niedomyślnych to
rozdzierający szloch)
Moje życie nie mam sensuuuuuuu-uuuuu
chłe, chłe, chłe!!!!
Będę już zawsze samaaaaaaaa! Będę
starą, zgorzkniałą jędza z brzydkimi zmarszczkami od robienia
dezaprobujących min. Wstawać z łóżka będę tylko po to, żeby
ponarzekać na „dzisiejszą młodzież”, zaopiekować się moimi
ośmioma śmierdzącymi kotami i spryskać dom naftalinowymi
perfumami.(chłe, chłe, chłe...chlip, chlip, chlip...)
Będę okropną ciotką wpędzającą w
kompleksy swoich siostrzeńców i bratanków. Przeze mnie będą
nienawidzili rodzinnych imprez!
Będę tą panią z kościoła, która
głośno mruczy pod nosem i rzuca groźne spojrzenia każdemu poniżej
pięćdziesiątki.
Dlaczego w moim otoczeniu nie ma
fajnych, wierzących, inteligentnych i wysokich facetów poniżej
trzydziestki?Wolnych!Czy takie zestawienie jest w ogóle możliwe?
Panie Boże...niedługo mam urodziny,
wiesz?(chlip, chlip....smark)
Wstyd się przyznać, ale moim najważniejszym marzeniem jest bycie szczęśliwą kurą domową(w wolnych chwilach zajmującą się tłumaczeniami,malowaniem i śpiewem).
niedziela, 21 października 2012
Nastąpił przełom...
...w moim życiu jako kobiety!
Zaplotłam sobie francuza! Sama!
krzywy bo krzywy ale jest ;)
Zaplotłam sobie francuza! Sama!
krzywy bo krzywy ale jest ;)
Egoizm czy wolność?
Oglądnęłam „Kobiety z 6 piętra”.
Film jest uroczy, klimatyczny i bardzo przyjemny dla oka. Już po
obejrzeniu kilku pierwszych minut postanowiłam, że będzie jednym z
moich ulubionych i będę go polecać każdej napotkanej
osobie. Niestety, byłam zmuszona zmienić zdanie. Główny bohater,
poczciwy mężczyzna koło 50 zakochuje się w hiszpance i dla niej
zostawia swoją żonę i dzieci. Wszystko niby się pięknie kończy,
Mariiiia (hiszpanka równie poczciwa) i jej ukochany patrzą sobie
głęboko w oczy przekonani, że teraz kiedy znaleźli siebie
nawzajem nareszcie zaczną żyć pełnią życia.
Skąd
kobieta ma wiedzieć, że mężczyzna któremu ślubuje miłość i
wierność przed ołtarzem za 10, 20, czy nawet 30 lat nie porzuci
jej dla „prawdziwej miłości”?
Dlaczego już nie chce się nam
walczyć? Swój egoizm nazywamy wolnością bo nie stać
nas na zasady. Przecież ktoś kto nie walczy nie może być wolny,
bo wolność się zdobywa.
Mnie
trochę małżeństwo przeraża, właśnie ze względu na to, że
jest na całe życie - bez względu na wszystko.
sobota, 20 października 2012
10 powodów dla których niefajnie być mną
- Jestem chora
- Jestem really confused about tenses
- Ciągły kaszel uniemożliwia mi wypowiedzenie jakiegokolwiek dłuższego zdania bez niechcianych pauz i denerwuje otoczenie.
- Zawartość mojej lodówki ogranicza się do paprykarza, margaryny, kilku marchewek i kremu pod oczy.
- Mam krótką talię
- Jestem doskonałym materiałem na starą pannę/dożywotnią singielkę.
- Mam obtarte kolana po pierwszym od ok. 4 lat WF-ie na którym byłam zmuszona ćwiczyć na tyle intensywnie żeby się spocić.
- Jedynym racjonalnym wyjaśnieniem tego okropnego bólu gardła jest to, że ktoś mi je od środka przejechał szlifierką. Nadal się zastanawiam jak i kiedy...
- Nie mam grosza przy duszy.
- Nie mam czekolady.
W
zamierzeniu ten post miał być hymnem pochwalnym na cześć
cudownego życia studenckiego itd., ale zauważyłam, że jak
narzekam to brzmię inteligentniej.
Tak
serio to na studiach jest naprawdę fajnie (tak wiem „jak przyjdzie
sesja to będziesz śpiewać inaczej”) zajęcia są ciekawe a
ludzie sympatyczni, i o dziwo mnie lubią... jak na razie albo mojej
dziwności nie zauważyli albo im nie przeszkadza. Zakładam to
pierwsze bo twierdzą, że jestem odpowiedzialna, punktualna i
opanowana.hahahahah :)
Nie przeczytałam "Ani z wyspy księcia Edwarda". Była porażająco nudna i ckliwa w sposób nie uroczy a irytujący.
poniedziałek, 1 października 2012
Bóg, życie i studenckie życie
Oficjalnie zostałam studentką. Myślałam, że żadna placówka edukacyjna nie może być bardziej niezorganizowana od Plastyka. Myliłam się.
W grupie mam 1 chłopaka. W szkole też tak było. Ja to mam szczęście...
Mimo wszystko cieszę się na te studia. Pewnie myślicie sobie "biedna nieświadoma owieczka idąca na rzeź". Nieee...jestem świadoma tego co mnie czeka, ale podejrzewam się o masochistyczne skłonnościXD
weekend spędziłam na dniach skupienia (takie mini rekolekcje) u sióstr Elżbietanek.Oto moje przemyślenia:
Nasze życie tutaj , na ziemi jest jakby przedŻYCIEM. ŻYCIE właściwe czeka nas dopiero w niebie. Teraz nasz świat jest ograniczony i mały, jak w łonie matki. Wyobraźcie sobie jak nieskończenie fascynujące musi być niebo. Jeżeli teraz pozbawiamy się Boga, to tak jakbyśmy abortowali samych siebie. Pozbawiamy się czegoś, czego tak naprawdę nie zdążyliśmy poznać, a do czego zostaliśmy stworzeni - życia w obecności Boga.
Podstawowym błędem w myśleniu "wierzących niepraktykujących", wiecznie obrażonych na Kościół, jest twierdzenie, że żyjemy dla siebie. Przecież istniejemy tylko dzięki i dla Boga..
No to będzie tyle ;)
W grupie mam 1 chłopaka. W szkole też tak było. Ja to mam szczęście...
Mimo wszystko cieszę się na te studia. Pewnie myślicie sobie "biedna nieświadoma owieczka idąca na rzeź". Nieee...jestem świadoma tego co mnie czeka, ale podejrzewam się o masochistyczne skłonnościXD
weekend spędziłam na dniach skupienia (takie mini rekolekcje) u sióstr Elżbietanek.Oto moje przemyślenia:
Nasze życie tutaj , na ziemi jest jakby przedŻYCIEM. ŻYCIE właściwe czeka nas dopiero w niebie. Teraz nasz świat jest ograniczony i mały, jak w łonie matki. Wyobraźcie sobie jak nieskończenie fascynujące musi być niebo. Jeżeli teraz pozbawiamy się Boga, to tak jakbyśmy abortowali samych siebie. Pozbawiamy się czegoś, czego tak naprawdę nie zdążyliśmy poznać, a do czego zostaliśmy stworzeni - życia w obecności Boga.
Podstawowym błędem w myśleniu "wierzących niepraktykujących", wiecznie obrażonych na Kościół, jest twierdzenie, że żyjemy dla siebie. Przecież istniejemy tylko dzięki i dla Boga..
No to będzie tyle ;)
wtorek, 25 września 2012
Bzdura na bzdurze bzdurą... nie... nudą popycha
Dzisiejszy
wpis powstał na specjalne życzenie moich wspaniałych fanów w liczbie jeden.
Niestety, ponieważ w moim życiu nie dzieje się ostatnio nic ciekawego,
przeczytacie o mnóstwie nieciekawych rzeczy, przedstawionych w bardzo
nieciekawy sposób. Dlatego jeżeli nie jesteście moim zagorzałym fanem radzę czas,
który przeznaczylibyście na czytanie tego posta, spożytkować na sprawdzenie,
który z waszych facebookowych znajomych się chajtnął, a który swój status
zmienił na „ to skomplikowane” (taa… jasne).
Pomysł na
wstęp bezczelnie odgapiłam od Snicket’a z pierwszego akapitu w pierwszym rozdziale,
pierwszej części Serii Niefortunnych Zdarzeń.
Uznałam, że skoro mnie wstęp zniechęcający do czytania zachęcił, na Was
podziała tak samo. Myliłam się? Tylko że ja w przeciwieństwie do Snicket’a
nie mam ciekawej historii w zanadrzu.
Pierwszą z
niesamowicie nudnych rzeczy, które robiłam dzisiaj było wstanie z łóżka i
zrobienie sobie przytłaczająco nudnej kanapki. Po tym zatrważająco nudnym
posiłku udałam się do najnudniejszej łazienki wszechczasów, gdzie najnudniej w
świecie wzięłam prysznic i ubrałam śmiertelnie nudne spodnie i arcynudną bluzkę…
Nie, nie mam jednak litość, nie będę już Was z a n u d z a ł a opowiadaniem o
moim sami wiecie jakim dniu.
No i proszę,
napisałam trzy akapity o absolutnie niczym! Widać ćwiczenie się na
sprawdzianach z historii sztuki daje wreszcie rezultaty!
Przeczytałam Siedmiopiętrową górę Thomasa Mertona. Jak już sobie poukładam w głowie co o
niej sądzę, to napiszę recenzję.
Żeby zniwelować negatywny wpływ czytania powyższych głupot na wasze umysły proponuję posłuchać utworu "Take Five" co według najnowszej (lub jednej z nowszych) teorii może podwyższyć poziom waszego IQ.
Pa
Ps.Gdybyście zranili się w momencie przeżywania stresu wasza krew krzepła by szybciej niż normalnie (jeżeli jesteście normalni).To taka pozostałość po naszych przodkach neandertalczykach, dla których stres był równoznaczny z potrzebą walki. Dobre, co?
sobota, 22 września 2012
Bardzo poważne rozmowy
Urządziłam dziś sobie ze Stasiem ”przyjęcie”. Staś jest moim bratem, ma (prawie)pięć lat i w
jego definicji przyjęcie nie jest zbyt trudne do zorganizowania. Wystarczy
herbata, kanapki posmarowane czymś nutellopodobnym i miska chipsów. Kiedy tak
sobie siedzieliśmy w ciszy i słychać było tylko nasze mlaskanie, Stasiowy umysł
pracował na wysokich obrotach o czym świadczyła jego późniejsza uwaga:
Staś (patrzy na mnie tymi swoimi poważnymi oczami)
Wiesz, że
Vader to Anakin?
Ja
Tak wiem.
Szkoda, że stał się zły.
Staś(mina tak poważna, że z trudem powstrzymuję się
od śmiechu)
Bo
przeszedł na złą stronę mocy.
Ja
A mógł być
dobry…
Staś
Przedtem
był dobry.
Staś patrzy na mnie i ponownie pogrąża się w
rozmyślaniach.
Po dłuższej chwili.
Staś.
Jak ja
będę miał 5 lat to Kaziu będzie miał 10.(Kaziu to nasz brat)
Ja.
Kaziu jest już duży
Staś
A ty ile będziesz
miała lat?
Ja (pokazuję na palcach)
Dziewiętnaście
Staś
A jak ja będę miał dziewiętnaście lat to ty, ile
będziesz miała?
Ja
Trzydzieści trzy
Staś
To będziesz
stara…
Z oporami przytakuję
Staś
Ale teraz jesteś jeszcze trochę młoda.
Czytał ktoś z Was Serię Niefortunnych Zdarzeń
Lemony Snicket’a? Ja po raz kolejny się
za nią zabieram (tym razem w wersji anglojęzycznej), i w równej mierze jak
fabuła zachwycają mnie ilustracje Brett Helquist’a. Zainteresowanym polecam
bloga i oficjalną stronę tegoż ilustratora (adresy na dole bloga).
Dostałam się do tego kolegium na angielski, a na ATH złożyłam odwołanie - wyniki 15 października. Jeśli się dostanę to się przeniosę, jeśli nie to tragedii nie będzie .
Pa
środa, 19 września 2012
Fuck, shit i tym podobne...
Nie dostałam się
Fuck
Obawiam się poważnego odwodnienia przez te litry łez, które wylałam przez ostatnie 27 godzin. Okazało się, że wcale nie zdałam matury tak dobrze jak mi się wydawało. Dostałabym się gdybym zdawała rozszerzenie. Nie ważne jak, ważne, że rozszerzenie.
W każdym razie nie poddaję się, jutro składam podanie do Nauczycielskiego Kolegium Języków Obcych. Na angielski z dodatkowym francuskim, albo odwrotnie tylko, że francuski od podstaw. Nigdy nauczycielką być nie chciałam i nie będę chciała, ale języka zawsze będę się uczyć, a specjalizację mogę na magisterskich zmienić.
Jeśli się nie dostanę będę zdawać maturę z angielskiego jeszcze raz, tym razem z rozszerzeniem. Chciałabym wyjechać do jakiegoś anglojęzycznego kraju na ok. pół roku żeby się podszkolić, ale muszę to jakoś zorganizować... a nie wiem za bardzo jak. Pomyślę jak dostanę wyniki.
Trzymać kciuki!
Ps. W takim parszywym nastroju, wstyd się przyznać, ale piję paskudną herbatę ekspresową. Dobra herbata nie zasługuje na picie jej ze łzami w oczach. Chyba, że byłyby to łzy radości.
Fuck
Obawiam się poważnego odwodnienia przez te litry łez, które wylałam przez ostatnie 27 godzin. Okazało się, że wcale nie zdałam matury tak dobrze jak mi się wydawało. Dostałabym się gdybym zdawała rozszerzenie. Nie ważne jak, ważne, że rozszerzenie.
W każdym razie nie poddaję się, jutro składam podanie do Nauczycielskiego Kolegium Języków Obcych. Na angielski z dodatkowym francuskim, albo odwrotnie tylko, że francuski od podstaw. Nigdy nauczycielką być nie chciałam i nie będę chciała, ale języka zawsze będę się uczyć, a specjalizację mogę na magisterskich zmienić.
Jeśli się nie dostanę będę zdawać maturę z angielskiego jeszcze raz, tym razem z rozszerzeniem. Chciałabym wyjechać do jakiegoś anglojęzycznego kraju na ok. pół roku żeby się podszkolić, ale muszę to jakoś zorganizować... a nie wiem za bardzo jak. Pomyślę jak dostanę wyniki.
Trzymać kciuki!
Ps. W takim parszywym nastroju, wstyd się przyznać, ale piję paskudną herbatę ekspresową. Dobra herbata nie zasługuje na picie jej ze łzami w oczach. Chyba, że byłyby to łzy radości.
sobota, 15 września 2012
Myśl, myśl, myśl...sorry, ale nie przed dwunastą!
Czy wy
też uzyskujecie jako taki poziom intelektualnej sprawności dopiero popołudniu?
Bo gdybyście spróbowali pogadać ze mną na tematy natury egzystencjalnej czy
politycznej przed południem, najprawdopodobniej mój wkład w rozmowę ograniczyłby
się do zamglonego spojrzenia i zaskoczonego „Hę?”. Zresztą o politykę proszę mnie
nie pytać, bo mam o niej niejasne pojęcie. Jedyne czego jestem pewna to imię i
nazwisko aktualnego prezydenta. Polski
rzecz jasna. Także do 13.00 moje IQ jest pomiędzy 60 a 70.
Piszę jako bezrobotna!!!Rzadko kiedy spotkacie się z tym zdaniem w tak
pozytywnym znaczeniu więc to docencie! Wczoraj pożegnałam się z Hubertem, Milenką i
Państwem X. Dostałam od nich książkę „Nietykalni” Philippe’a Pozzo di Borgo (szczęście, że nie
muszę tego wymawiać). Wiem, że będę za dzieciakami tęsknić, ale jak na razie
tylko wiem, a nie czuję bo…Wczoraj po łzawym pożegnaniu (łzawym, bo Milenka pokłóciła się z Hubertem)
w ekstatycznych podskokach ruszyłam do AGDeuroRTV (darmowa reklama drodzy dyrektorzy! dziękować!)
i lekko się jąkając poprosiłam o
netbooka, którego zarezerwowałam. Z radością
pozbyłam się 989zł i w tym przypadku nie jest to oksymoron.
Mój nowy komputer jest miłą
odmianą po tym starym rzęchu, który zwieszał się przy każdym szybszym ruchu
myszką. Klawiatura działa tak lekko, że obawiam się, że przebiję klawisze na
drugą stronę (nie żebym narzekała), jest mały, lekki i poręczny. No i nie zajmuje tyle miejsca na biurku.
Jeśli w najbliższym czasie usłyszycie, że Maria B.(l.18) brutalnie zamordowała trójkę
młodszych braci to wiedzcie, że to ja (i przysyłajcie paczki do więzienia).
Dzisiaj już 7, tak 7 razy przyleciał do mnie Stasiu wrzeszcząc jakby ktoś go
tasakiem walił po głowie, Kaziu obraził się (głośno) niezliczoną ilość razy, a Wojtek…cóż Wojtek jest i nie
krzyczy, ale i tak jest denerwujący.
Pa
Ps. Obiecywałam sobie, że w nowym blogu nie będę poruszała za wielu
tematów w jednym poście…cóż, natury nie zmienisz…
środa, 12 września 2012
Tak aktualnie to ............. (wypełnić zakropkowane)
mama
Chodź do nas do pokoju na imprezkę...
ja
acha, ok
mama
...będą chorały gregoriańskie śpiewane przez cystersów
ja
acha...
Te moje dwa "acha" brzmiały tak różnie, jak to tylko możliwe.
Nawiązując do ostatniego posta. Udało mi się zdobyć dodatkowe godziny, dlatego jutro i piątek spędzę z Hubertem i Milenką po 9 h... czego nie robi się dla pieniędzy.
Długowłosy się nawet do mnie nie uśmiecha, a co dopiero mówić o zagadywaniu.Nie dlatego, że zrobiłam coś żenującego jak np. wyznanie mu dozgonnej miłości w różowej, perfumowanej kopercie (i tak wolę klasyczną białą), nie widuję go po prostu, a znając moje szczęście i tak jest szczęśliwym mężem i ojcem dwójki dzieci. Zaczynam sobie układać plany staropanieńskiego życia - będę chodzić po okolicy i straszyć dzieci.
Nie wiem co się ze mną dzieje, ale cały czas piję kawę...ale bzdury plotę jak przy herbacie;)
Wyniki rekrutacji we wtorek! M u s z ę się dostać, bo nie mam planu B!
See ya :*
Chodź do nas do pokoju na imprezkę...
ja
acha, ok
mama
...będą chorały gregoriańskie śpiewane przez cystersów
ja
acha...
Te moje dwa "acha" brzmiały tak różnie, jak to tylko możliwe.
Nawiązując do ostatniego posta. Udało mi się zdobyć dodatkowe godziny, dlatego jutro i piątek spędzę z Hubertem i Milenką po 9 h... czego nie robi się dla pieniędzy.
Długowłosy się nawet do mnie nie uśmiecha, a co dopiero mówić o zagadywaniu.Nie dlatego, że zrobiłam coś żenującego jak np. wyznanie mu dozgonnej miłości w różowej, perfumowanej kopercie (i tak wolę klasyczną białą), nie widuję go po prostu, a znając moje szczęście i tak jest szczęśliwym mężem i ojcem dwójki dzieci. Zaczynam sobie układać plany staropanieńskiego życia - będę chodzić po okolicy i straszyć dzieci.
Nie wiem co się ze mną dzieje, ale cały czas piję kawę...ale bzdury plotę jak przy herbacie;)
Wyniki rekrutacji we wtorek! M u s z ę się dostać, bo nie mam planu B!
See ya :*
niedziela, 9 września 2012
Starość zdecydowanie nie radość
Dzisiejsza msza była dla mnie iście traumatycznym przeżyciem i prawdopodobnie wpłynie negatywnie na moje relacje z wszystkimi siwowłosymi osobami w wieku starczym.
Byłam całkiem zadowolona kiedy usiadłam sobie wygodnie w pustej, czwartej ławce od przodu, dopóki nie przysiadł się do mnie okazały pan koło 60-tki. Odczuwał on głęboką potrzebę spoufalenia się z najbliższym homo sapiens (gdy się zorientowałam, było już za późno na ucieczkę), co polegało na zbliżeniu się do mnie na niepokojąco bliską odległość, chrząkaniu i bezczelnym wgapianiu się w moją twarz. Naprawdę nie mam pojęcia skąd w starszych ludziach przeświadczenie, że wszystko im wolno.
Jakby tego było mało, z drugiej strony usiadło małżeństwo, którego średnią wieku określiłabym na ok. 120, dodatkowo oboje wydzielali bardzo intensywny zapach naftaliny. Naftalinowi państwo również nie mieli oporów przed naruszeniem mojej prywatnej przestrzeni.
Tak więc mszę spędziłam słuchając ospałego vibrato Naftalinowych dziadków (chociaż szczerze mówiąc, Pani Naftalina brzmiała nieco energiczniej od swojego małżonka) , wdychając ich odurzający zapach, ignorując 60letnie irytujące spojrzenie pana po lewej i jego ostentacyjną hiperwentylację... i próbując być na tyle chuda, by nie stykać się z nimi.
I po takich ciężkich przeżyciach wkraczam w ostatni tydzień pracy jako niania, modląc się o dodatkowe godziny, pożegnalną premię i żeby ten długowłosy przystojniak, który się zawsze do mnie uśmiecha wreszcie do mnie zagadał, był poniżej 30-stki i stanu wolnego!
Papa :*
Ps. Polecam herbatę tysiącletnią! Jak na taką wiekową to pyszna XD
Ps.2 Jeśli kogoś interesuje czy poszłam na ten ślub to odpowiedź brzmi "nie", byłam na 50-tej rocznicy ślubu moich dziadków.
Byłam całkiem zadowolona kiedy usiadłam sobie wygodnie w pustej, czwartej ławce od przodu, dopóki nie przysiadł się do mnie okazały pan koło 60-tki. Odczuwał on głęboką potrzebę spoufalenia się z najbliższym homo sapiens (gdy się zorientowałam, było już za późno na ucieczkę), co polegało na zbliżeniu się do mnie na niepokojąco bliską odległość, chrząkaniu i bezczelnym wgapianiu się w moją twarz. Naprawdę nie mam pojęcia skąd w starszych ludziach przeświadczenie, że wszystko im wolno.
Jakby tego było mało, z drugiej strony usiadło małżeństwo, którego średnią wieku określiłabym na ok. 120, dodatkowo oboje wydzielali bardzo intensywny zapach naftaliny. Naftalinowi państwo również nie mieli oporów przed naruszeniem mojej prywatnej przestrzeni.
Tak więc mszę spędziłam słuchając ospałego vibrato Naftalinowych dziadków (chociaż szczerze mówiąc, Pani Naftalina brzmiała nieco energiczniej od swojego małżonka) , wdychając ich odurzający zapach, ignorując 60letnie irytujące spojrzenie pana po lewej i jego ostentacyjną hiperwentylację... i próbując być na tyle chuda, by nie stykać się z nimi.
I po takich ciężkich przeżyciach wkraczam w ostatni tydzień pracy jako niania, modląc się o dodatkowe godziny, pożegnalną premię i żeby ten długowłosy przystojniak, który się zawsze do mnie uśmiecha wreszcie do mnie zagadał, był poniżej 30-stki i stanu wolnego!
Papa :*
Ps. Polecam herbatę tysiącletnią! Jak na taką wiekową to pyszna XD
Ps.2 Jeśli kogoś interesuje czy poszłam na ten ślub to odpowiedź brzmi "nie", byłam na 50-tej rocznicy ślubu moich dziadków.
niedziela, 26 sierpnia 2012
młodzieńcze zadurzenie i prawdopodobna depresja
Dzisiaj opowiem Wam o moim pierwszym zakochaniu ( z dwóch).
Miałam 11 lat.
ON 13.
Na imię miał Olek i był ministrantem w naszej parafii. Ja byłam Dzieckiem Maryi więc sądziłam, że jesteśmy sobie przeznaczeni.
Cóż... nie byliśmy. Może gdyby moja klatka piersiowa była mniej płaska coś by z tego wyszło. Niestety miałam lat 11, a wyglądałam na 8 i pół.
Trwało to pół roku i cierpiałam niczym Werter. Gdybym znała wtedy Goethe'go pewnie ubrałabym żółtą kamizelkę i strzeliła sobie w łeb.
Może to i lepiej, że tę okropną lekturę przerabialiśmy dopiero w liceum...
Ilekroć spotykałam go po niedzielnej mszy moja twarz przybierała hmm...różany koloryt, szare komórki przestawały pracować, a język odmawiał posłuszeństwa. Biedny chłopak pewnie myślał, że jestem upośledzona. Wieczorami oddawałam się marzeniom, którym może oddawać się tylko 11 letnia dziewczynka (wyglądająca na lat 8 i pół). Wyobrażałam sobie NAS trzymających się za ręce, wesoło i romantycznie biegających po łące i machających do moich zzieleniałych z zazdrości koleżanek z klasy. Jednak scena, którą najchętniej sobie imaginowałam, wyglądała tak:
Moje zakochanie skończyło się równie szybko jak się zaczęło. Pewnej niedzieli podążając do zakrystii z włosami wdzięcznie falującymi na nieistniejącym wietrze natknęłam się na Olka. Jak zwykle złośliwie się uśmiechnął i powiedział "Maaaarysia..." na co zwykle reagowałam rumieńcem. Jednak tym razem jedyną moją reakcją była irytacja, dumna mina i wyjście z kościoła. Od tego czasu darzyłam go ogromną niechęcią.
Miałam 11 lat.
ON 13.
Na imię miał Olek i był ministrantem w naszej parafii. Ja byłam Dzieckiem Maryi więc sądziłam, że jesteśmy sobie przeznaczeni.
Cóż... nie byliśmy. Może gdyby moja klatka piersiowa była mniej płaska coś by z tego wyszło. Niestety miałam lat 11, a wyglądałam na 8 i pół.
Trwało to pół roku i cierpiałam niczym Werter. Gdybym znała wtedy Goethe'go pewnie ubrałabym żółtą kamizelkę i strzeliła sobie w łeb.
Może to i lepiej, że tę okropną lekturę przerabialiśmy dopiero w liceum...
Ilekroć spotykałam go po niedzielnej mszy moja twarz przybierała hmm...różany koloryt, szare komórki przestawały pracować, a język odmawiał posłuszeństwa. Biedny chłopak pewnie myślał, że jestem upośledzona. Wieczorami oddawałam się marzeniom, którym może oddawać się tylko 11 letnia dziewczynka (wyglądająca na lat 8 i pół). Wyobrażałam sobie NAS trzymających się za ręce, wesoło i romantycznie biegających po łące i machających do moich zzieleniałych z zazdrości koleżanek z klasy. Jednak scena, którą najchętniej sobie imaginowałam, wyglądała tak:
Kościół, niedzielna msza, ksiądz w biało złotych szatach. Ja jak zwykle w niebieskiej pelerynce Dziecka Maryi. Olek z ołtarza wlepia we mnie rozmarzony wzrok, a ja uroczo się rumienię energicznie machając rzęsami.
Ksiądz (przemawia uroczystym tonem łagodnie się uśmiechając)Teraz jeden z naszych ministrantów chciałby coś powiedzieć.
Olek wychodzi przed ołtarz, z góry spadają bladoróżowe płatki róż.
OlekJest tu dziewczyna w której kocham się od dawna i chciałbym jej wyznać swoją miłość. Marysiu...
Ja wychodzę na środek, całujemy się, a ludzie klaszczą.
I żyli długo i szczęśliwie...
Moje zakochanie skończyło się równie szybko jak się zaczęło. Pewnej niedzieli podążając do zakrystii z włosami wdzięcznie falującymi na nieistniejącym wietrze natknęłam się na Olka. Jak zwykle złośliwie się uśmiechnął i powiedział "Maaaarysia..." na co zwykle reagowałam rumieńcem. Jednak tym razem jedyną moją reakcją była irytacja, dumna mina i wyjście z kościoła. Od tego czasu darzyłam go ogromną niechęcią.
wtorek, 21 sierpnia 2012
Forever alone
W trakcie rozmowy o kobietach tłumaczkach (pod kątem mojej przyszłości).
mama
Widzisz, jak ma się ambicje to można pogodzić dzieci z pracą!
ja (z sarkazmem)
Nie ma problemu.Nie zanosi się na to żebym kiedykolwiek miała faceta, a co dopiero dzieci, więc będę mogła tłumaczyć 24 godziny na dobę.
mama (w swoim mniemaniu pocieszająco)
Nie martw się znam święte, samotne kobiety.
ja
Tyle, że ja nie chcę być świętą kobietą!
mama zmienia temat rozmowy.
Myślę, że nadal nie może pogodzić się z faktem, że nie zostanę siostrą zakonną. Jej nie do końca skrywanym marzeniem jest zobaczyć wszystkie dzieci w habitach lub sutannach. Apetytu na uduchowioną rodzinę nabrała po wstąpieniu Uli, mojej najstarszej siostry, do zakonu sióstr Elżbietanek.
Wracając do tematu...Co to za pocieszenie?!Po czymś takim czuję się tak, jakby nie było dla mnie nadziei!
Cholera, wylałam Earl Grey'a na myszkę...
mama
Widzisz, jak ma się ambicje to można pogodzić dzieci z pracą!
ja (z sarkazmem)
Nie ma problemu.Nie zanosi się na to żebym kiedykolwiek miała faceta, a co dopiero dzieci, więc będę mogła tłumaczyć 24 godziny na dobę.
mama (w swoim mniemaniu pocieszająco)
Nie martw się znam święte, samotne kobiety.
ja
Tyle, że ja nie chcę być świętą kobietą!
mama zmienia temat rozmowy.
Myślę, że nadal nie może pogodzić się z faktem, że nie zostanę siostrą zakonną. Jej nie do końca skrywanym marzeniem jest zobaczyć wszystkie dzieci w habitach lub sutannach. Apetytu na uduchowioną rodzinę nabrała po wstąpieniu Uli, mojej najstarszej siostry, do zakonu sióstr Elżbietanek.
Wracając do tematu...Co to za pocieszenie?!Po czymś takim czuję się tak, jakby nie było dla mnie nadziei!
Cholera, wylałam Earl Grey'a na myszkę...
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
Ślubne dramaty
Nie sposób opisać tego co poczułam kiedy dostałam zaproszenie na ślub Ani.
To była mieszanka zazdrości, szoku, gniewu i czegoś jeszcze, czego nie potrafię nazwać
...ale zazdrość głównie
Co jest ze MNĄ nie tak?
Co sprawia, że w wieku lat 18 nadal jestem singielką i nic nie wskazuje na to, żeby miało to ulec zmianie?
Jestem może za brzydka? - brzydsze ode mnie są w szczęśliwych związkach.
Za nerwowa? - przecież mężczyźni lubią jędze.
Zbyt dziecinna? - Kiedy ma się trzech młodszych braci bycie dziecinną nie jest możliwe...a poczucie humoru nie świadczy o niedojrzałości!
Moja mama powiedziała "Cieszę się, że Ty zdecydowałaś się na drogę, którą idziesz".
Przepraszam, może się przesłyszałam... "Zdecydowałam"?! Ja nie miałam wyboru!
Ps. Iść czy nie iść? Z jednej strony kiedy ostatnio ją widziałam miałam 12 lat, z drugiej była moją najlepszą przyjaciółką przez 5 lat podstawówki...
To była mieszanka zazdrości, szoku, gniewu i czegoś jeszcze, czego nie potrafię nazwać
...ale zazdrość głównie
Co jest ze MNĄ nie tak?
Co sprawia, że w wieku lat 18 nadal jestem singielką i nic nie wskazuje na to, żeby miało to ulec zmianie?
Jestem może za brzydka? - brzydsze ode mnie są w szczęśliwych związkach.
Za nerwowa? - przecież mężczyźni lubią jędze.
Zbyt dziecinna? - Kiedy ma się trzech młodszych braci bycie dziecinną nie jest możliwe...a poczucie humoru nie świadczy o niedojrzałości!
Moja mama powiedziała "Cieszę się, że Ty zdecydowałaś się na drogę, którą idziesz".
Przepraszam, może się przesłyszałam... "Zdecydowałam"?! Ja nie miałam wyboru!
Ps. Iść czy nie iść? Z jednej strony kiedy ostatnio ją widziałam miałam 12 lat, z drugiej była moją najlepszą przyjaciółką przez 5 lat podstawówki...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
