Oglądnęłam „Kobiety z 6 piętra”.
Film jest uroczy, klimatyczny i bardzo przyjemny dla oka. Już po
obejrzeniu kilku pierwszych minut postanowiłam, że będzie jednym z
moich ulubionych i będę go polecać każdej napotkanej
osobie. Niestety, byłam zmuszona zmienić zdanie. Główny bohater,
poczciwy mężczyzna koło 50 zakochuje się w hiszpance i dla niej
zostawia swoją żonę i dzieci. Wszystko niby się pięknie kończy,
Mariiiia (hiszpanka równie poczciwa) i jej ukochany patrzą sobie
głęboko w oczy przekonani, że teraz kiedy znaleźli siebie
nawzajem nareszcie zaczną żyć pełnią życia.
Skąd
kobieta ma wiedzieć, że mężczyzna któremu ślubuje miłość i
wierność przed ołtarzem za 10, 20, czy nawet 30 lat nie porzuci
jej dla „prawdziwej miłości”?
Dlaczego już nie chce się nam
walczyć? Swój egoizm nazywamy wolnością bo nie stać
nas na zasady. Przecież ktoś kto nie walczy nie może być wolny,
bo wolność się zdobywa.
Mnie
trochę małżeństwo przeraża, właśnie ze względu na to, że
jest na całe życie - bez względu na wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz