niedziela, 11 listopada 2012

Ot życie!


Ehh...sporo się ostatnio wydarzyło i to niekoniecznie dobrych rzeczy.

Moja koleżanka z grupy ze studiów, Kasia, umarła. Zator płucny. Kiedy byłam na pogrzebie cały czas miałam wrażenie, że coś jest nie tak. Jakby fakt, że jest w trumnie był nienaturalny, normalniejsze byłoby gdyby stała obok i szeptem ze mną żartowała. Nie zdążyłam jej dobrze poznać, ale jej śmierć porządnie mną wstrząsnęła – tak łatwo jest umrzeć!

Jadzia (podstępem) mnie wyciągnęła na imprezę...dla singli. Wyszłam o 23:00 z mocnym postanowieniem zostania samotną do końca życia. Czułam się tam niemal jak zwierzyna bombardowana bynajmniej nie dyskretnymi spojrzeniami napalonych facetów. Na szczęście nie wyglądałam na „dostepną”(rozebraną i podchmieloną). Było to doświadczenie krzywdzące moją duszę romantyczki. Nie żebym miała już nie iść na imprezę, ale jeśli pójdę to z grupą znajomych po to tylko, żeby się dobrze bawić w ich gronie.

Jutro mam urodziny :( Nacieszę się przez kilka godzin tym, że jeszcze mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat, mam 18 lat itd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz