W takie dni jak ten budzi się we mnie idealistka. Wstaję po 9:00 obudzona przez promienie słońca zalewające mój pokój i ogłuszającą ciszę (wierzcie mi w domu liczącym 7 mieszkańców osób cisza jest towarem deficytowym). Moja mama trochę zepsuła efekt mówiąc żebym zrobiła obiad, ale nie zdołała zniszczyć mojej świeżo powstałej miłości do całego świata. Kiedy wszyscy wyszli z domu ja delektowałam się świadomością zaliczonej sesji i dopiero co rozpoczętych ferii...No i tym że nie muszę się czesać, bo nigdzie nie wychodzę (moje włosy codziennie układają się inaczej). Altruistyczne pragnienie czynienia dobra sprawiło, ze nie tylko zrobiłam obiad ale też ściągnęłam i powiesiłam pranie oraz umyłam naczynie!
Teraz siedzę i napawam się swoim bohaterstwem (bądź bohaterem w swoim domu!)...
I myślę(tak, tak mam czas na myślenie!) sobie, że coś mi się pomieszało. Moim naczelnym marzeniem jest zostanie żoną i mamą, ale robię wszystko żeby zostać samotną, cyniczną i gaszącą wszystkich panią profesor. Siedzę i się uczę, albo spotykam się w wyłącznie damskim udając, że tak naprawdę nie przeszkadza mi fakt bycia singielką. Prawda jest taka, ze jestem okropną marzycielką i trochę się tego wstydzę. Bo bycie marzycielem jest trochę głupie i nieopłacalne, nie?
Wybaczcie, że nie pisałam o Rzymie jak obiecałam, ale jak widzicie najlepiej wychodzi mi pisanie o niczymXD Powiem tylko, że było bosko! Mieszkałyśmy w piątkę (same dziewczyny) u pracownika biblioteki Watykańskiej, jego żony-biolożki i ich córki fizjoterapeutki. Przeuroczy ludzie! Rzym jest przepięknym i fascynującym(i ciepłym!) miejscem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz